Lokatorka.

Zanim choroba zmiotła całą naszą rodzinkę z nóg, cieszyliśmy się wypadem na wspólne zakupy. Od jakiegoś czasu już przewijała się myśl by zamieszkał z nami dodatkowy jeszcze ktoś. By umilił nam codzienność, byśmy mogli o ktosia dbać, karmić i bawić się wspólnie.

Martyna od urodzenia jest w towarzystwie zwierząt. Tak się składa, że to same sunie. Jedna nasza, dwie u moich rodziców (teraz 1) i u teściów też psina. O tym jakim genialnym towarzyszem i przyjacielem jest pies pisałam TUTAJ.

Często byliśmy gośćmi w sklepach zoologicznych. Lubimy wejść i pooglądać rybki, nacieszyć oczy. Zerknąć na futrzate zwierzaki, a przede wszystkim pokazać je Martynce. Bo zupełnie inaczej zwierzaki się prezentują niż na obrazkach. Można tez powiedzieć, że wizyta w zoologicznym to również nauka dla malucha. Choćby nazywania zwierzątek i ciągłych pytań: "a cio to to to?"

Do ugoszczenia miłego futerka potrzebowaliśmy wyprawkę niemalże jak dla niemowlęcia :) Klatkę, trociny, kołowrotek, domek, pokarm, miseczki. Wybór ogromny ale cenowo niektóre to przegięcie. Jak już wyprawkę skompletowaliśmy pojechaliśmy wybrać chomiczka. Wybór padł na małą białą kuleczkę z czarnymi oczkami :) Z delikatnym futerkiem, krępą nieco sylwetką i długaśnymi wąskami. Wybrała ją Martynka i nie mogła doczekać się kiedy zamieszka razem z nami.
Mieszkanko dla Mimi przygotowywaliśmy we trójkę wspólnie. Tłumaczyliśmy co jest do czego, a często M. działała intuicyjnie i prawidłowo :) Wpuściliśmy Mimi do nowego mieszkanka i zaczęło się...



Od tamtej chwili mamy nowe rytuały. Z rana witamy się "ceść Mimi, hello" wymieniamy wodę, popołudniu dosypujemy ziarenek i obserwujemy Mimi jak się myje, czy zakopuje w trocinach. Czasem dajemy świeżą sałatkę np., wypuszczamy na komodę lub w kuli na spacer po pokojach. Wieczorkiem mówimy papa i idziemy się myć i do wyrka.
A niech tylko któreś z nas spróbuje nie poddać się codziennemu procederowi, mała opiekunka zaraz przypomina i pogodni. Wie wszystko ! Nie boi się jej dotykać, głaskać. Rozmawia z nią i cieszy się całą sobą, a my razem z nią.

Mały futrzak to był bardzo dobry pomysł !


13 komentarzy:

  1. My mamy bardzo podobną lokatorkę! :) Na imię ma Zuzia. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja za młodu też miałam chomika. Niestety te stworzonka żyją strasznie krótko. Życzę by wasza Mimi żyła dluuugo bo serduszko lekkie małej jak zabraknie takiego chomisia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równie dobrze nasz pies też może mieć dni policzone czy nawet my. Nie traktujmy śmierci nawet chomika jako tematu, którego trzeba unikać. Chomik jest, a jak go kiedyś zabraknie to się wytłumaczy dziecku dlaczego się tak dzieje, że ktoś umiera.

      Usuń
    2. Oj nieprawda. Chomiki żyją nawet 2 lata. Chyba, że coś sobie zrobią. My mamy w tej chwli trzeciego, bo jeden wkleszczył się w nocy w pręciki w klatce. Trzeba uważać.

      Usuń
  3. jak fajnie :) jestem za tym zeby dzieci miały kontakt ze zwierzakami jak najwczesniej jak sie da :)
    Sami mieliśmy pieska, ale niestety zdechła trzy tygodnie po pierwszych urodzinkach Mani :(

    OdpowiedzUsuń
  4. jej ale fajnie, to musi być dla niej prawdziwa radość:) Ben uwielbia wszystkie zwierzątka, ale najbardziej to jednak pieski :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też miłość największa do piesków, a później wszystkie inne :) Śmiejemy się, że kiedyś zostanie weterynarzem.

      Usuń
  5. Slodka!
    My mamy dwa chomisie. :) Maja już 2 lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe stworki, a ożywiają mieszkanie :)

      Usuń
  6. ale super ! :)
    i świetnie, że Martynka rozwija się wśród zwierząt...ja myślę, że to bardzo dobrze aby dziecko czuło się odpowiedzialne za kogoś i wiedziało, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi ! :)
    Pozdrawiam Mimi !

    OdpowiedzUsuń
  7. myślałam że to mysz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyna mysz w naszym domu to Mickey :P

      Usuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger