Dzieciństwo, a osobowość. O tym jak zabawa kształtuje człowieka.


Kiedy staram się sięgnąć wspomnieniami, do czasów mego dzieciństwa momentalnie uśmiech szerzy mi się na buzi. Posiadając własne dziecko, brutalnie zostałam uświadomiona że to już za mną. Ale za to mam szansę poznać dzieciństwo od strony matki. Dodatkowo pomagać w nim i obserwować. A ponadto dawać przykład. Bo za moich czasów bawiono się chyba inaczej. A to jednak od nas rodziców zależy czy dziecko będzie tkwiło przy tablecie, czy klasycznym drewnianym domino i jak się będzie rozwijać.

Zawsze chciałam być fryzjerką i mówiłam o tym głośno, choć czułam że otoczenie nie bierze tego na poważnie. Może dlatego, że wszystko wzięło się od fascynacji obcinania czarno białego misia, sadzanego na ryczce w babcinej kuchni tuż przy rozgrzanym piecu na którym podgrzewał się dla mnie obiad. Z białym fartuszkiem z koronką, który dostałam od niej do celów fryzjerskich. I właśnie tylko ona pozwalala mi go obcinać. Dumna strzygłam, a on wcale nie łysiał ! ;) Grałam w grzybobranie, czy młynek, zajadając "kornflejksy" z tartym jabłuszkiem, rodzynkami i mlekiem. Mniam !

Uwielbiałam osiedlowe zabawy przed blokiem w sklep. W którym walutą były liście żywopłotu i kamyczki. W którym papkę z błota nazywaliśmy zupą. Gdzie liczyła się wyobraźnia i wyśmienita zabawa. Czas biegł nieubłagalnie, ciężko było o to bym wróciła do domu chociaż na obiad. Wolałam zabawę. Często pół osiedla wiedziało, że szuka mnie mama tylko nie ja ;)
A po wszystkim, gdy w upalne dni nachodził nas smak na coś słodkiego, każde biegło pod okna i wołał "mamooo to ja Ola Cię woooołaaaam" i prosił o 2 zł na loda, zieloną Hubbę Bubbę, czy na kapustę kiszoną, by wyjadać ją prosto z woreczka.

Bawiliśmy się też w dom, lekarza, policjantów i złodziei, alli alli allo, czy pomidora. Skakaliśmy po białych kulkach z akacji które fajnie strzelały, spinaliśmy po drzewach za gruszkami czy mirabelkami. Szliśmy na łąki po szczaw. Każdy dzień nakreślała wyraźnie zabawa z koleżankami i kolegami. Dom służył wypocznkowi, jedzeniu i kąpielom oraz opowiadaniom o wrażeniach z całego dnia rodzicom.

Moja mama nie pracowała, do przedszkola nie chodziłam, a dzień w zerówce kończył się dużo szybciej niż przedszkolakom których rodzice pracowali. Wyczekiwałam więc z koleżanką aż inni wrócą z przedszkola, zjedzą obiad i będzie nas więcej do zabawy. Nie zazdrościłam przedszkola, bo miałam codziennie fascynującą kreatywną i mądrą zabawę. 
Owszem jakieś szkody narobiłam, np. pisaniem po murach bloku, czy zaczepne rzucanie kamyczkami w stronę brata od koleżanki by zaczął mnie gonić :P Co ja poradzę, że uwieliałam aktywność i bieganie ;)
W zerówce zaś uciekałam od kolegów, którzy gonili mnie i próbowali dopaść wszędzie by skraść mi buziaka ;) Po to bym skarżyła się pani i mamie. Co pewnie wzbudzało w nich niezłą radość. 

Bywałam też na poszukiwaniach jaszczurek, na oglądaniu jak pracują mrówki. Sama ze swoim zapałem nauczyłam się jeździć na rowerze na 2 kółkach, początkowo korzystając z pożyczonego roweru jak z biegówki, o której wtedy nikt nie słyszał.
Latem szalałam na wrotkach, by zimą zamieniać je na łyżwy czy dupolota, a rolki to był szał.
 W deszczowe dni chodziliśmy na zmianę na zabawę do domu jednej z 3 koleżanek (mieszkałyśmy w tym samym bloku).

Mogłabym tak pisać i pisać, uruchamiać kolejne wspomnienia. Najważniejsze jest to, że w całym moim dzieciństwie obecna była zabawa, która mnie ukształtowała. Która zbudowała mój charakter i obecną osobowość. Nabrałam pewności siebie, woli walki o swoje. Prawdomówność, bo kłamstwo nie popłaca i wielu innych zachowań. Nauczyłam się naśladowania ludzi i ich zawodów, przez co poznałam jak to jest być lekarzem, czy fryzjerem. 
Dzięki zabawie z rówieśnikami stałam się otwartą osobą na ludzi, rozmowy. Wrażliwą, z własnym zdaniem, poczuciem humoru. Może właśnie dlatego do ludzi się tak garnę i źle mi w samotności.

Śmiało mogę powiedzieć, że zabawa jest naszym towarzyszem życia. Kształtuje też życzliwość, koleżeńskość, wytrwałość, czy chęć niesienia pomocy. Nie raz ratowaliśmy stłuczone kolano babką lancetowatą, z której wróżyliśmy też ilość posiadanych dzieci w przyszłości.

Dlatego tak bardzo zależy mi by moje dziecko doceniało wartości nie w elektronice (wszystko dla ludzi, z umiarem). Już dostrzegam fascynację patykami, kamyczkami, czy nakrętkami z butelek. Mimo, że ma zabawki, to często wybiera najbardziej proste rozwiązania.

Nauczyła się też przyjaźni dzięki Elmo, z którym cały czas śpi, je, chodzi do lekarza, na spacery. Za którym tęskni gdy ginie gdzieś w bałaganie. Martwi się, że nic nie zjadł, albo kładzie spać gdy jest zmęczony. Nie raz ukradkiem zerkam na ich rozmowy i się rozczulam...
 Z czasem dziecko rozwija autentyczne przywiązanie do wybranych zabawek. O sile tej więzi przekonał się niejeden rodzic, gdy dziecko musiało rozstać się ze swoim ulubieńcem lub go zgubiło. Płacz, dopytywanie o niego, uporczywe prośby o odszukanie, a nawet problemy ze snem i jedzeniem mogą trwać nawet kilka dni. Natomiast radość dziecka w momencie odzyskania zguby to widok, który również u dorosłych wywołuje wzruszenie.
Nawet sobie sprawy nie zdajemy, że dotyk towarzyszy dziecku w każdej zabawie którą opisałam. On też mnie samą ukształtował. Pozwolił poznać, przekonać się o wartościach, strukturze, a czasem jadalności ;)


Dotyk towarzyszy nam całe życie, działając na nasze bodźce. Masując maluszka, tuląc go, czy drapiąc za uszkiem, gładząc stopkę. Właśnie wtedy przekazujemy czułość, opiekuńczość i miłość. Szacunek do ciała drugiego człowieka.

Pamiętajmy:
"Dotyk zawiera się w każdej czynności wykonywanej przy
dziecku – w jego kąpaniu, przebieraniu, karmieniu. Natomiast ten, który ma pomagać mu w rozwoju musi mieć odpowiednią jakość."
 Więcej nt. tego jak kształtuje nas zabawa poprzez różne elementy możecie poczytać tutaj i tutaj.

*wpis powstał przy współpracy z marką Fisher Price

17 komentarzy:

  1. Aleksandra1/08/2015

    Też bawiłam się podobnie, a jako, że mieszkałam (i mieszkam) na wsi swoboda była jeszcze większa. Kiedyś o moich zabawach napiszę, bo od dawna mam taki plan.Na szczęście moje dzieciaki też lubią podobne zabawy, choć da się zauważyć, że bawią się już mniej, niż my.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne wspomnienie.. sprawiłaś, że i moje odżyły :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinny co jakiś czas odżywać i dawać motywację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na wsi na pewno inaczej niż na wielkim blokowisku. Ale i tak dostrzegam ogromną różnicę jak my siębawiliśmy kiedyś, a teraz. Sama bałabym się 5-6 latka puścić samego na dwór dzisiaj, gdzie za czasów mego dzieciństwa nie obawiałabym się. Zawsze któraś z mam oglądała jak się bawimy, zmieniały się. Teraz umarłabym ze strachu, że coś się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam bardzo podobne wspomnienia- to było dzieciństwo :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. My też się bawiliśy w sklep i płacilismy liśćmi;) Piękne czasy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyśmienite, bo proste i ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie powrócą już, zostają wspomnienia. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie to najbardziej szkoda, że nasze dzieciaki nie będą miały takiego dzieciństwa...nie mają już szans na życie bez elektroniki. A przecież te najprostsze zabawy na podwórku wspominamy najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
  10. I ja pamietam te zabawy. Olu piekny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda, tego najbardziej szkoda. Że tylko z naszych opowieści będą wiedzieli że można tak fajnie, na dżą skalę się bawić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Aleksandra1/09/2015

    Oczywiście - na wsi jest w pewnym sensie łatwiej. ma się swoje "zamknięte" podwórko gdzie łatwiej zadbać o bezpieczeństwo dziecka.Sama nie wyobrażam sobie mieszkać w mieście - chyba wciąż bałabym się o dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne te Twoje wspomnienia:) Czytając Twój wpis od razu przypomniało mi się moje dzieciństwo, które też było cudowne:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Matka Krolow1/10/2015

    Zabawy na podwórku, w dużym gronie... Te pomysły, nasz świat - bez specjalnej kontroli dorosłych... To juz nie wróci, niestety, ale łezka sie w oku kręci ;). Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że mogę mieć właśnie takie wspomnienia z łezką w oku :) Zostawisz namiar na siebie ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ela Bobrowska1/21/2015

    Tak, te grupowe podwórkowe wakacje były najlepsze. Zawsze płukałam jak miałam gdzieś z rodzicami jechać...
    U nas pod blokiem dzieci nadal się bawią. Z moich obserwacji wynika że ok 7 roku życia mają najmłodsze :) i też tak latają, chodzą po drzewach

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger