Bez pośpiechu. Dlaczego żyje mi się lepiej ?

Kto by pomyślał, że ja, od urodzenia miastowa rozkocham się kiedyś w prowincji. Zaznam spokoju umysłu pomiędzy zbożem, a łąkami... Od ponad tygodnia trwam w cudownym stanie. Być może to ciąża powoduje większą mą wrażliwość ? Wieczorem dźwigam tyłek, zapinam psa na smycz, chwytam za rękę me dziecko i ruszamy przed siebie. 

Choć początkiem łzy napływały mi do oczu... (jestem sentymentana i przyzwyczajam się mocno do miejsc i ludzi), tak teraz śmieję się z siebie jak w ogóle mogłam pomyśleć, że z moją rodziną, naszą energią i tym co chcemy oraz planujemy, nie dam rady funkcjonować w nowej rzeczywistości.




Wewnętrznie jestem spokojniejsza... spokojniej bez pośpiechu staram się podchodzić nawet do ogarniania mieszkania, podejmowania decyzji, czy dążenia do planów i celów. Nie spieszy mi się, bo mam już dość tej pogoni. Otacza mnie wszędzie i nie potrafię jej zrozumieć. Nie chcę w tym uczestniczyć, wolę wolniej i swobodniej przeżywać każdy dzień, każdą drobnostką malować radość na twarzy. 

Przyjemniej jest, gdy z córką mamy radochę z obierania truskawek, umorusanych buzinek i wspólnie przygotowanych posiłków. Kiedy więcej się przytualmy, wygłupiamy i spędzamy czasu ze sobą. Zebrane kamyczki i patyki mają większe znaczenie. Dużo rozmawiamy i tłumaczymy starając się złości i złą energię zostawić na boku. Nasza relacja stała się jeszcze fajniejsza. 





Dlatego też jest nas tu mniej ostatnio. Spuściłam z tonu i nabrałam dystansu. Wiem już czego chcę i w życiu i w blogowaniu. Poza tym, to ostatnie tylko nasze tygodnie. Kiedy całymi dniami jesteśmy ze sobą i wspólnie układamy dzień za dniem. Wkrótce wiele się zmieni. Przedszkole, narodziny rodzeństwa to wielkie wydarzenia. Będzie równie cudownie ale nie wróci to co teraz. Wyciskamy więc całą siłą tyle ile się da. Zachwycami drobnostkami, nie oglądamy się na innych marnując cenny czas. Cieszymy się sobą i tym co mamy. Bo tak nam najlepiej.



5 komentarzy:

  1. Całe życie mieszkałam w domku na prowincji, zawsze marzyłam o mieszkaniu w bloku by móc wyskoczyć z mieszkania i piętro niżej już być u koleżanki. Kiedy w NL zamieszkaliśmy w budynku typu blok, zrozumiałam jakie szczęście miałam, własny ogrów owocowe drzewa, możliwośc wyjścia kiedy chciałam na dwór a nie kiedy mama miała czas.... Ale idzie się przyzwyczaić. Cieszę się że teraz kiedy rodzina się Wam powiększy macie miejsce gdzie jest pięknie i jest gdzie w ciszy i spokoju pospacerować to duży plus.

    OdpowiedzUsuń
  2. Olcia to masz taki klimat jak ja...ja miastowa mieszkająca na prowincji wśród pół i ląk i za nic by już do bloku i zgiełku miasta nie wróciła ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się wydaje, że nie umiałabym mieszkać poza miastem. Nie odnalazłabym się w tej ciszy. Od urodzenia w sumie mieszkałam w centrum i jakoś czuję, że nie umiałabym już żyć bez tego hałasu. Może się mylę, ale nie mam w planach tego sprawdzać ;)) Idealnie pasuje mi nasze miejsce, nasz dom z ogrodem na obrzeżach miasta, jest tu dość tłoczno pod względem "zadomienia" ale bardzo mi to odpowiada. Lubię gdy wokoło są ludzie ;)) Gdy stale coś się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  4. My od poniedziałku zaczniemy życie w "nowym świecie". Nowym, bo ja też całe życie w bloku, a teraz nagle przenosimy się do domku już na obrzeżach miasta, gdzie jest wręcz jak na wsi. Podobno szybko przywyknę. Cieszę się, a jednocześnie trochę boję. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bobobebe6/28/2015

    zazdroszczę tych łąk i sielskich klimatów. Im jestem starsza tym bardziej mnie ciągnie do spokoju i małych miasteczek. Może kiedyś uda mi się spełnić marzenie o małym pensjonacie na wschodzie Polski:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger