Nasze życie na dwa domy. O emigracji i rozłące.

O emigracji i rozłące

Kiedyś sobie nawet marzyłam, by wyjechać do Anglii i zacząć tam żyć od nowa. Przecież mówią że jest lepiej niż tutaj, przecież wszyscy chwalą zarobki, relacje ludzkie i możliwości rozwoju. Rozłąka ? Eeee no jakoś da się żyć, przecież są inne możliwości kontaktowania się.


W rozmowach to zawsze takie proste, czarno na białym. Bez tych prawdziwych emocji... smutnych, które wraz z wyjazdem zadomawiają się z nami na dobre.
Taki był dla nas październik poprzedniego roku. Z morzem łez, drżącymi wargami. Z potokiem słów wypowiedzianych przez łzy, dusząc w gardle gulę. Bo to niby droga do naszej lepszej przyszłości. Ciężka decyzja która przeniesie się na nas wszystkich. A jeszcze trudniej, jeśli jesteśmy ludźmi rodzinnymi i emocjonalnymi.

Dzisiaj mijają trzy miesiące, kiedy ja z dziećmi i psem jestem tu, a nasz tata, mąż pracuje za granicą. Dzisiaj każdy jego zjazd jest mocą radości, a zamykające się drzwi z drugiej strony komunikatem - smutek. Niby musimy nauczyć się z tym żyć, zaakceptować że jakiś czas tak po prostu będzie. Ale ciężko wierzyć w coś, co jest sprzeczne z tym co czujesz. Siły potrzeba mnóstwo, bo ogarnięcie dzieci, domu, zakupów, lekarzy, chorób, spacerów z psem to bardzo wyczerpujący i ciężki czas. Samą robotą łatwo uciec od teraźniejszości, nie zaprzątając głowy tęsknotą. Wszystko co w głowie najtrudniej poukładać. Analizujesz, myślisz czy tędy droga.

Kiedy słucham mojej pięciolatki, gdy widzę jej tęsknotę i smutek wszystko co sobie dotąd w głowie poukładałam i założę... sypie się. Ciężko wtedy trzymać się w ryzach.

Dla dziecko to utrata pewnego gruntu pod nogami. Ona nie rozumie, że to na chwilę na krótki czas. Jako dziewczynka związana ze swoim tatusiem, chciałaby, by wracał codziennie do domu z pracy. Tak naprawdę najciężej jest w sferze dzieci. One nie zacisną zębów. Dla nich sprawa jest prosta, będę szczęśliwa gdy będziemy kompletni.Nie jesteśmy kompletni, trzeba wszcząć alarm.

Mamy problem przy rozstaniu w przedszkolu, jak i wtedy gdy nerwy sięgają zenitu i zdarzy mi się krzyknąć. Jest problem wieczorem, bo tata najlepiej czyta bajkę i usypia swoją obecnością. Zaobserwowałam też pewien regres, którym mała stara się zwrócić na siebie uwagę. Nie chce się ubierać, sprzątać po sobie. Byle jakość jakby do niej przylgnęła. 
Nie mam do niej pretensji, bo radzi sobie wyśmienicie ! Na tyle ile mały człowiek potrafi. Budują nas długie rozmowy, tłumaczenia jak i widywanie się z tatkiem na videorozmowie. To dodaje jej sił ! To daje jej możliwość przeżycia rozłąki w 100% bez niedomówień, czy oszustw.

Jedynie mam do siebie poniekąd żal, że nie mam w ogóle możliwości by mieć czas taki tylko i wyłącznie dla niej. Mały znosi to lepiej, bo nie jest do końca świadomy tego co się dzieje. Gdy dorwie tatę, mama schodzi na dalszy plan. Ale jest na tyle malutki, że bywa ze mną wszędzie. Tu zaś ja mam problem, boję się iść z malcem do kosmetyczki. Boję jechać na zakupy do galerii. Nie chcę robić wycieczek, bo be męża sensu to nie ma. Bo lepiej będzie jak wszyscy tam pojedziemy. No i perspektywa taszczenia się autobusem, też mnie paraliżuje. Prawka brakuje, samochodu. 
Pracuję nad akceptacją tego, pracuję nad wiarą w siebie, że dzieci u boku i emigracja nie muszą mnie wewnętrznie blokować. Nie muszę się czuć jak na "zawieszonym" trybie życia. Zabrakło realnych ludzi w mojej codzienności.
A przy okazji codziennie udowadniam sobie, że jestem silna ogarniając to wszystko fizycznie i psychicznie.

Czasem trzeba podjąć ciężką decyzję, która zwiastuje lepszą przyszłość dla naszej całej rodziny ! To ciężki czas, ale gdzieś tam na końcu jest radosne światełko. Jeszcze trochę i będziemy cieszyć się swoją kompletnością w tym szczęściu. To kolejna lekcja, umacniająca naszą więź.

I podsumowując... - Mama jest cudowna, ale nigdy nie zastąpi taty. Dlatego wierzę, że to naprawdę krótki epizod w naszym życiu.


11 komentarzy:

  1. Ola będzie dobrze,no musi być.
    Mój teraz zaczyna pracę po 3 miesiącach siedzenia bez roboty,kiepsko u nas znaleźć coś dobrego dla kierowcy. Ma wracać po 11/12 dniach ,a zawsze był już w piątek w domu.My też sami siedzimy,w czterech ścianach z psem,nie jeżdżę nigdzie bo nie mam prawka jak Ty,Nudno,smutno i dzieciaki też tęsknią ale trzeba jakoś żyć. Buziaki trzymam kciuki by słońce dla nas wyszło . Na wiosnę będzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bycie kierowcą to bardzo ciężki chleb :( Znam aż od podszewki. Przy czym my narazie postanowiliśmy z tego zrezygnować. Życie w kabinie, to życie dla kawalera i też nie na zawsze. Dużo sił i optymizmu dla Was. Ta wiosna dużo by dała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Iza D- www.nietylkorozowo.pl3/25/2017

    Jesteś bardzo silna. Podziwiam, bo ja mam męża w domu, a czasem jak idzie na popołudnie do pracy to nie daję rady sama, a Ty musisz liczyć tylko na siebie przez dłuższy czas.
    Trzymam za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, ściskam was z całej siły. Podziwiam przeogromnie, bo gdzieś te nasze relacje matka- dziecko są podobne i wiem jak mi ciężko ogarnąć obie dziewuszki, więc niewyobrażalne jak Ty to ogarniasz sama.
    Jakiś czas temu nosiliśmy się z myślą o jego wyjeździe, choć pracę tu ma stabilną, to chcielibyśmy móc postawić już te fundamenty i znaleźć spokój, którego nam brakuje. Ale znów - rezygnujemy z materialnych zachcianek, by jednak być razem, bo chyba bym takiej rozłąki nie przeżyła.
    Podziwiam Cię. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie to przykre. Wiem jak twoja corcia cierpi. Moja ojca nie widziala ponad miesiaca, nawet nie dzwoni do niej. Totalna olewka. A za was trzymam kciuki aby ta rozłąka szybko wam zleciała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra Ćmachowska3/25/2017

    Wiesz jakiś czas temu, rozważaliśmy z mężem podobną kwestię. Z tym, że mieliśmy wyjechać wspólnie. Doszliśmy do wniosku, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, a może żadni z nas patrioci, ale tęsknilibyśmy, chociażby za rodzicami. To przykre zabierać naszemu synkowi możliwość bycia rozpieszczanym przez babcie. Zrezygnowaliśmy z pomysłu. Wiem, że pieniądze dają ogromny komfort i to chyba prawda, że tylko sami się ograniczamy, chociażby się bojąc. Może nie wszystko jest dla każdego i ja się tu zaliczam. Po prostu :). A Ty kochana jesteś bardzo dzielna, podziwiam Cię, ogarniasz siebie, dom, maluszki i jesteś sama na placu boju, gdy starsze zadaje pytania. I masz rację, nikt nie zastąpi taty, oboje rodziców jest tak samo ważnych. Fajnie, że napisałaś! Bardzo emocjonalny wpis :). Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie potrafiłabym tak żyć na dłuższą metę... O ile jednak podziwiam ludzi, którzy nie mają wyjścia i miesiącami żyją na odległość, o tyle jestem zdania, że przychodzi taki moment, kiedy trzeba podjąć decyzję i albo ktoś wraca z emigracji do domu, albo emigruje cała rodzina.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak myślę, bo życie latami na dwa domy kiedy są dzieci... No nie da się być blisko i pielęgnować więzi. Nawet mimo gadania na kamerce...

    OdpowiedzUsuń
  9. Trudne, ale ważne doświadczenie. Na szczęście już razem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Klaudia Wnuk-Adamczyk5/21/2017

    Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji że mąż wyjeżdza. Znam taką sytuację, że to mama wyjechała za pracą na 4 miesiące. Zostawiła męża I dwójkę małych dzieci. Strasznie to przeżyła, wynajęła dom I sprowadziła ich do Siebie. Podziwiam takie rodziny, to na pewno trudne. Zresztą widać po tym co piszesz, to masę emocji z jednej jak I z drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger