5 powodów dlaczego warto było być rodziną na odległość

Emigracja to ciężkie i emocjonalne wydarzenie, zwłaszcza gdy są dzieci. Przekonaliśmy się o tym całą naszą czwórką. Dziś chcę Ci pokazać, że można z takiego wydarzenia wynieść coś dobrego. Napiszę dlaczego warto było być rodziną na odległość.



6 powodów dlaczego warto było być rodziną na odległość



1. Przekonałam się, że jestem zorganizowana


Każda minuta była wypełniona czymś. Wstawaliśmy o 6:30, szybkie mycie ubieranie się i śniadanie. Wychodziliśmy z domu, czy deszcz, czy śnieg dotrzeć trzeba było. Wracałam pieszo i w drodze do sklepu wymyślałam co na obiad, co na kolację. Wracałam z młodszym do domu. Czekał worek śmieci i pies chcący iść na spacer. Po powrocie czekało segregowanie prania, pranie, śniadanie, karmienie piersią, sprzątanie całego majdanu, bo wieczorem odcięło mi prąd i zasnęłam w ubraniu... Gotowanie. Zerkałam na zegarek i znowu trzeba lecieć do przedszkola odebrać córkę. Wracaliśmy do domu na obiad. Chwila rozmów, zabawy i szykowaliśmy się do piżam, by później oczekiwać na tatę na wideorozmowie facebookowej. Dzieci śpiące, ja i on padnięci. A nie raz jeszcze słaby internet tamtejszy zrywać się zechciał ze trzy razy. Szybkie opowiadanie co u nas i do spania. Zamykaliśmy oczy i chwilę później był nowy dzień.


2. Zrozumieliśmy jaką wartość ma rodzina, którą stworzyliśmy wspólnie


Rozłąka pokazała nam jak dorosły człowiek potrafi być kruchy kiedy obok nie ma wsparcia najbliższej osoby. Jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni, by normalnie żyć. Wystarczyła choroba dzieci, które tuliły się niemalże całodobowo i  okazywało się że zwykła potrzeba wysikania się, umycia, wyprowadzenia psa była niemożliwa, stresująca. Bezradność powodowała smutek i życie z dnia na dzień bez małych rodzinnych radości.



3. Nauczyłam się mówić, że potrzebuję pomocy i prosić o nią bez wstydu


Wbrew pozorom to nie łatwa umiejętność. Ja zawsze zaradna, gnająca do przodu. Nigdy nie było dla mnie sytuacji bez wyjścia. Stałam się wystraszoną, lękliwą i płaczliwą. Gdyby nie prosiła o pomoc, wylądowałabym w wariatkowie. Bo psychika mocno cierpi w takich sytuacjach.
Czasem potrzebowałam się po prostu wygadać, czasem pożalić. A czasem prosiłam o zrobienie zakupów - planowałam z samego rana zrobić je sama, ale jak to bywa z dziećmi, noc lubi wiele zmienić.


4. TULA to najlepsze co mogło zostać stworzone dla rodziców wielozadaniowych

 

Przekonałam się w 100% dlaczego jest tak wiele zwolenników nosideł dla dzieci. Przekonałam się o tym wynosząc śmieci, wyprowadzając psa, czy przy wyskoczeniu do sklepu bo czegoś mi brakło, a znoszenie wózka to jednak trochę kłopot. Zwłaszcza, że w ten sposób dźwigać mi wolno nie było (nabawiłam się dyskopatii podnosząc pewnego razu wózek z moim dzieckiem, chcąc wnieść go po schodach - cierpiałam ponad miesiąc). Zatem bez dwóch zdań - Tula to najlepsze nosidło i możecie o tym poczytać również na blogu.


5. Przekonaliśmy się, że lepiej żyć skromniej ale w kompletnym składzie


Zawsze wiedziałam, że pieniądz potrzebny jest by żyło się lepiej. Jest podstawą i fundamentem. Nie mówię o giga ilości, ale być musi. Tylko w konfrontacji z rozłąką zdecydowanie przegrywa. Zbyt wiele się traci, za wiele życia ucieka. Dzieci za szybko rosną, a nigdy później nie będzie szansy na zbudowanie od nowa tej relacji. Emigracja pokazała nam to brutalnie.
Codzienny poranny płacz dziecka w przedszkolu, niechęć rozstania ze mną - obawa, że skoro tata wyjechał, to ja też zniknę. Była po prostu smutna i przybita. To rozwalało na kawałki najbardziej. Tak samo jak histeria i paniczny płacz, gdy po kilku dniach w domu znowu trzeba było się żegnać na długie tygodnie. Bóle brzucha, wymyślanie różnych sytuacji by tylko nie iść, by nie musieć się rozstawać itd.


6. Spróbowaliśmy życia na odległość i wiemy jak to jest

Przeżyliśmy całą czwórką na własnej skórze emigracji. Dotąd historie zasłyszane od znajomych, czy z internetu nakreślały sytuację, ale tkwiąc w tym dodatkowo czujesz, jakby wraz z wyjazdem ukochanej osoby, ktoś wyrwał Ci serce, czy odciął pełny dostęp do tlenu. Dusisz się codziennością, a z drugiej strony wiesz że musisz być silny, by umocnić i wesprzeć dzieci w niecodziennej i ciężkiej sytuacji.




Wiem są rodziny, które latami tak żyją. Przypadków całe mnóstwo. Ja jednak twierdzę, że to nie sposób na życie dla wrażliwców i emocjonalnych ludzi. Jeśli za granicą to razem, nigdy osobno. Zbyt wiele można szybko popsuć. My cenimy siebie i to co nas łączy dużo bardziej niż sztabki złota. Dlatego cieszę się, że te doświadczenie mamy za sobą i zdecydowaliśmy się, że nasze miejsce jest gdziekolwiek ale RAZEM.


4 komentarze:

  1. Życie doceniasz dopiero jeśli coś tracisz, uczysz się co jest dobre, a co lepsze.
    My właśnie tak żyjemy, z resztą wiesz o tym. Mamy złe i dobre chwile ale u nas to tylko 5 dni w tygodniu bez taty, jak pracował na miejscu w Warszawie to nie było go więcej w domu niż teraz, nie mówię że tak mi lepiej, on wciąż szuka pracy na miejscu, ale takiej by mógł być z nami, każdego dnia o normalnej porze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja cały czas myślę nad emigracją, ale chyba jeszcze z duży tchórz jestem :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozłąka dla rodziny to ciężka sprawa. W takim wymiarze o jakim piszesz nas nie dopadła, ale bywało, że mąż musiał wyjechać na 3-4 dni. I to już z jednym dzieckiem, w ciąży i z psem był szalony czas. Odstawić do przedszkola, zrobić zakupy, wziąć psa na spacer lub wyszaleć się z nim na podwórku (dobrze, że jej mam), odebrać dziecko z przedszkola, wypełnić jej popołudnie w ciekawy sposób, wykąpać, połozyć spać. W międzyczasie całą reszta domowych obowiązków, po 3 dniach byłam zmęczona i nie wyobrażam sobie nawet sytuacji, w której musiałabym dłużej zostać sama z dziećmi. Jesteś bardzo dzielna i silna, że udało ci się to przetrwać i, że nie boisz się przyznać jaka trudna jest ta sytuacja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Marlena Hryciuk10/13/2017

    Ja nie wyobrażam sobie życia na odległość. To wielka tęsknota i poczucie pustki i osamotnienia. Ja czułam się tak, gdy mąż wyjechał na tygodniowe szkolenie na drugi koniec Polski. Organizacyjnie sobie poradziłam, jednak ta tęsknota za nim moja i synka to było dla nas naprawdę ciężkie. Trudno mi sobie wyobrazić życie rodzinne gdy jedno jest bardzo daleko przez długi okres czasu. Jest takie przysłowie, że "Co z oczu to z serca". Mam nadzieję,że nas nigdy ono nie będzie dotyczyło.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger