poniedziałek, stycznia 19, 2015

Jestem przekonana, że idealnym momentem będzie ten w którym centymetry solidnie spadną, a  wskaźnik kilogramów spuści z tonu. Samo się nic nie podzieje, czego jestem efektem. Jest za to większa szansa na sukces gdy zepniemy tyłki i przeciwstawimy się dotczasowej codzienności.

Tak też skromnie ale z zapałem oznajmiam, że chcę być zdrowa, z mnóstwem energii którą potem mogę chętnie pozarażać. Chcę polepszyć swoje samopoczucie i udowodnić sobie, że da się jeść lekko, zdrowo i tanio... że da się ćwiczyć z wymarzonym efektem, w domu, z trzylatką u boku.

I choć ciężko mi z systematycznością, no i trochę ciągnie do słodyczy... podejmę tę walkę, która chcę by stała się moją przyjemną codziennością. Zmienię nawyki żywieniowe i będę szczęśliwsza.

Dlatego w minionym tygodniu idealnym momentem było to, że ruszyłam dupę ! ;)




3/52


O! mamy zmiany 3/52

poniedziałek, stycznia 12, 2015



Ostatni czas w mej głowie to próby motywowania się. O ile pomysłów i planów jest kilka, o tyle z realizacją ciężko. Taki już ze mnie typ.
Rok temu gdzieś w jego połowie dopiero spostrzegłam genialne wyzwanie fotograficzne - projekt 52. Później zorientowałam się, że organizacja gdzieś poległa, ale mnóstwo osób indywidualnie i konsekwentnie go kontynuowało. Chcę więcej i lepiej fotografowć więc ...
Dlaczego by w wersji odświeżonej nie zrealizować go w bieżącym roku ? Dlatego też wraz z Patrycją postanowiłyśmy wziąć sprawę w swoje ręce. 

Projekt 52 "Idealny moment"

Będzie obejmował on pięćdziedziesiąt dwa tygodnie 2015 roku. Podsumowaniem każdego kolejnego tygodnia będzie zdjęcie. Idealne w Waszych oczach, wrzucane na bloga raz w tygodniu (u mnie będzie to najprawdopodobniej niedziela). Tematyka dowolna, byle były to Wasze indywidualne prace. Tak naprawdę wyzwaniem możemy się bawić różnie i przyłączyć się może każdy, bo nawet telefon podoła z ciekawym filtrem. Istnieją fajne programy do obróbki zdjęć, tworzą niepowtarzalny klimat. Tutaj polecam: VSCOcam oraz Candy Camera.

Instagram też chce idealnych momentów :) Na nim obowiązują dwa hashtagi, które można używać do woli !

#idealnymoment 
#projekt52

Będzie nas więcej ? Dołączajcie śmiało, udostępniajcie u siebie. Jak się Wam przyda, to logo do pobrania tutaj:
No to co, zaczynamy i nadrabiamy :) Na początek moja mała iskierka, która lada chwila konczy 3latka i jej miłość największa.

1/52



 2/52



Idealny moment - projekt 52

czwartek, stycznia 08, 2015


Kiedy staram się sięgnąć wspomnieniami, do czasów mego dzieciństwa momentalnie uśmiech szerzy mi się na buzi. Posiadając własne dziecko, brutalnie zostałam uświadomiona że to już za mną. Ale za to mam szansę poznać dzieciństwo od strony matki. Dodatkowo pomagać w nim i obserwować. A ponadto dawać przykład. Bo za moich czasów bawiono się chyba inaczej. A to jednak od nas rodziców zależy czy dziecko będzie tkwiło przy tablecie, czy klasycznym drewnianym domino i jak się będzie rozwijać.

Zawsze chciałam być fryzjerką i mówiłam o tym głośno, choć czułam że otoczenie nie bierze tego na poważnie. Może dlatego, że wszystko wzięło się od fascynacji obcinania czarno białego misia, sadzanego na ryczce w babcinej kuchni tuż przy rozgrzanym piecu na którym podgrzewał się dla mnie obiad. Z białym fartuszkiem z koronką, który dostałam od niej do celów fryzjerskich. I właśnie tylko ona pozwalala mi go obcinać. Dumna strzygłam, a on wcale nie łysiał ! ;) Grałam w grzybobranie, czy młynek, zajadając "kornflejksy" z tartym jabłuszkiem, rodzynkami i mlekiem. Mniam !

Uwielbiałam osiedlowe zabawy przed blokiem w sklep. W którym walutą były liście żywopłotu i kamyczki. W którym papkę z błota nazywaliśmy zupą. Gdzie liczyła się wyobraźnia i wyśmienita zabawa. Czas biegł nieubłagalnie, ciężko było o to bym wróciła do domu chociaż na obiad. Wolałam zabawę. Często pół osiedla wiedziało, że szuka mnie mama tylko nie ja ;)
A po wszystkim, gdy w upalne dni nachodził nas smak na coś słodkiego, każde biegło pod okna i wołał "mamooo to ja Ola Cię woooołaaaam" i prosił o 2 zł na loda, zieloną Hubbę Bubbę, czy na kapustę kiszoną, by wyjadać ją prosto z woreczka.

Bawiliśmy się też w dom, lekarza, policjantów i złodziei, alli alli allo, czy pomidora. Skakaliśmy po białych kulkach z akacji które fajnie strzelały, spinaliśmy po drzewach za gruszkami czy mirabelkami. Szliśmy na łąki po szczaw. Każdy dzień nakreślała wyraźnie zabawa z koleżankami i kolegami. Dom służył wypocznkowi, jedzeniu i kąpielom oraz opowiadaniom o wrażeniach z całego dnia rodzicom.

Moja mama nie pracowała, do przedszkola nie chodziłam, a dzień w zerówce kończył się dużo szybciej niż przedszkolakom których rodzice pracowali. Wyczekiwałam więc z koleżanką aż inni wrócą z przedszkola, zjedzą obiad i będzie nas więcej do zabawy. Nie zazdrościłam przedszkola, bo miałam codziennie fascynującą kreatywną i mądrą zabawę. 
Owszem jakieś szkody narobiłam, np. pisaniem po murach bloku, czy zaczepne rzucanie kamyczkami w stronę brata od koleżanki by zaczął mnie gonić :P Co ja poradzę, że uwieliałam aktywność i bieganie ;)
W zerówce zaś uciekałam od kolegów, którzy gonili mnie i próbowali dopaść wszędzie by skraść mi buziaka ;) Po to bym skarżyła się pani i mamie. Co pewnie wzbudzało w nich niezłą radość. 

Bywałam też na poszukiwaniach jaszczurek, na oglądaniu jak pracują mrówki. Sama ze swoim zapałem nauczyłam się jeździć na rowerze na 2 kółkach, początkowo korzystając z pożyczonego roweru jak z biegówki, o której wtedy nikt nie słyszał.
Latem szalałam na wrotkach, by zimą zamieniać je na łyżwy czy dupolota, a rolki to był szał.
 W deszczowe dni chodziliśmy na zmianę na zabawę do domu jednej z 3 koleżanek (mieszkałyśmy w tym samym bloku).

Mogłabym tak pisać i pisać, uruchamiać kolejne wspomnienia. Najważniejsze jest to, że w całym moim dzieciństwie obecna była zabawa, która mnie ukształtowała. Która zbudowała mój charakter i obecną osobowość. Nabrałam pewności siebie, woli walki o swoje. Prawdomówienia, bo kłamstwo nie popłaca i wielu innych zachowań. Nauczyłam się naśladowania ludzi i ich zawodów, przez co poznałam jak to jest być lekarzem, czy fryzjerem. 
Dzięki zabawie z rówieśnikami stałam się otwartą osobą na ludzi, rozmowy. Wrażliwą, z własnym zdaniem, poczuciem humoru. Może właśnie dlatego do ludzi się tak garnę i źle mi w samotności.

Śmiało mogę powiedzieć, że zabawa jest naszym towarzyszem życia. Kształtuje też życzliwość, koleżeńskość, wytrwałość, czy chęć niesienia pomocy. Nie raz ratowaliśmy stłuczone kolano babką lancetowatą, z której wróżyliśmy też ilość posiadanych dzieci w przyszłości.

Dlatego tak bardzo zależy mi by moje dziecko doceniało wartości nie w elektronice (wszystko dla ludzi, z umiarem). Już dostrzegam fascynację patykami, kamyczkam, czy nakrętkami z butelek. Mimo, że ma zabawki często wybiera najprostrze rozwiązania.

Nauczyła się też przyjaźni dzięki Elmo, z którym cały czas śpi, je, chodzi do lekarza, na spacery. Za którym tęskni gdy ginie gdzieś w bałaganie. Martwi się, że nic nei zjadł, albo kładzie spać gdy jest zmęczony. Nie raz ukradkiem zerkam na ich rozmowy i się rozczulam...
 Z czasem dziecko rozwija autentyczne przywiązanie do wybranych zabawek. O sile tej więzi przekonał się niejeden rodzic, gdy dziecko musiało rozstać się ze swoim ulubieńcem lub go zgubiło. Płacz, dopytywanie o niego, uporczywe prośby o odszukanie, a nawet problemy ze snem i jedzeniem mogą trwać nawet kilka dni. Natomiast radość dziecka w momencie odzyskania zguby to widok, który również u dorosłych wywołuje wzruszenie.
Nawet sobie sprawy nie zdajemy, że dotyk towarzyszy dziecku w każdej zabawie którą opisałam. On też mnie samą ukształtował. Pozwolił poznać, przekonać się o wartościach, strukturze, a czasem jadalności ;)

Dotyk towarzyszy nam całe życie, działając na nasze bodźce. Masując maluszka, tuląc go, czy drapiąc za uszkiem, gładząc stopkę. Właśnie wtedy przekazujemy czułość, opiekuńczość i miłość. Szacunek do ciała drugiego człowieka.

Pamiętajmy:
"Dotyk zawiera się w każdej czynności wykonywanej przy
dziecku – w jego kąpaniu, przebieraniu, karmieniu. Natomiast ten, który ma pomagać mu w rozwoju musi mieć odpowiednią jakość."
 Więcej nt. tego jak kształtuje nas zabawa poprzez różne elementy możecie poczytać tutaj i tutaj.

*wpis powstał przy współpracy z marką Fisher Price
 

Dzieciństwo, a osobowość

środa, grudnia 31, 2014


Honor 6 od Huawei powiększył naszą rodzinkę na czas świąteczno-noworoczny. Zadomowił się zaskakująco szybko i poczuł jak u siebie. Niby niewinnie biały, gładki, bez skazy. Jednocześnie wyrazisty i intrygujący.
Uwiecznił troszkę naszych świąt, zimowych pierwszych spacerów, matczynych selfi i fotek typowo na Instagram. Użytkowany był i w domu i na powietrzu. W ciemnościach, kiepskim świetle jak i tym najbardziej sprzyjającym - dziennym.

Wyśmienity zawodnik lubiący podróże w kieszeni czy torebce. Niezawodny w każdej chwili. Spełnia zachcianki. Towarzyski, pogodny i przyjacielski. Pomógł w kuchni, nie podjadał ciasteczek. Zaprzyjaźniliśmy się, najbardziej w kieszeni lub zaciszu domowym. 







  


Parametry możecie sobie wygooglować, ja chciałam napisać o nim z punktu widzenia wymagającej matki blogerki, dziewczyny, maniaczki białego sprzętu oraz nerwusa gdy sprzęt zamula lub się zwiesza.

Jestem nerwusem. Jeśli chodzi o sprzęt typu laptop, smartfon ma chodzić szybko i sprawnie nie tracić mojego czasu. Zanim Honor 6 trafił w me ręce w ramach testowania, słyszałam o nim same pochlebne wieści. Pomyślałam, że pewnie się nie znają, nie wymagają wiele, a może to wszystko w ogóle wyssane z palca.
No i psikus. Prawdę mówili, wiedzieli co mówią ;)

Nie na darmo mu te 8 rdzeni i wielki wyświetlacza. Hula aż miło. Można przeskakiwać w mgnieniu oka z aplikacji do aplikacji. Bez przycinki, chęci rzucenia nim o ścianę, bez zamulania. Ekran dotykowy mimo że plastikowy, fajnie czuły. Ciekawa jestem jak się sprawdza przy użytkowaniu powyżej roku, czy nie traci na czułości jak to lubi się dziać. 

Aparat rewelacja, wystarczy pobawić się w opcjach albo pozostawić w automacie i cyka zdjęcia ostre jak ta lala. Wiadomo, bez porównania z lustrzankami itp. Ale jak na mały kompakt w smartfonie, rewelacja. Świetnie dobiera ostrość, przez co zdjęcia są realistycznie żywe. Jasny ekran potęguje wszelkie dotąd ochy i achy. Jedynie uchwycić dziecko może być ciężko, ale to nie wina aparatu :)))

Śmiało można uwieczniać chwile również filmikami w jakości HD. Z fajnym dźwiękiem i jakością. Takie mini testy specjalnie dla Was :) Sorry że bokiem nagrywane ale nie doszłam do wprawy jak je poobracać lub czym.






Gabarytowo leży idealnie w dłoni, jest cienki, lekki, a spory wyświetlacz udogadnia serfowanie po sieci i sprawne korzystanie z Instagrama, Facebooka, Messengera etc. Klawiatura cudownie reaguje na klikanie w każdą kolejną literkę intuicyjnie podpowiadając słowa do wiadomości, komentarza itd. Choć ja wiernie korzystam z aplikacji SwiftKey + Emoji, która zapamiętuje wszystkie słowa którymi się posługuję na każdym urządzeniu mobilnym. I ma możliwość doboru skórki klawiatry. Przez co pisanie na Honorze to bajka ! Wizualnie i namacalnie.
Obudowa w Honor 6 jest połyskowa i śliska z tworzywa plastikowego. Przez co telefon nie jest do końca tak stabilny w dłoni jak sobie mogę tego niektórzy życzyć.
Bateria wytrzymuje spokojnie 2 dni, chyba że stale korzystacie z Wi-Fi wtedy mniej.















Podsumowując Honor 6 polecam dla młodej, energicznej osoby. Chcącej mieć pod ręką wygodę, szybkość i solidność w jednym kawałku. Jest idealny (zwłaszcza biały :P) dla kobiet, dla mamusiek, tych blogujących i nie tylko... jest dla każdego.
O ile przełkniecie dwa minusy/wady, które rzuciły mi się w oczy, będziecie się fajnie przyjaźnić ze sobą jak my.


* wpis powstał przy współpracy z Honor 6

W kuchni, w domu i na spacerze z Honor 6