Podróż pociągiem z południa nad morze z dziećmi - warto ?

Podróż pociągiem z południa nad morze z dziećmi - warto ?

Alternatyw na pokonanie całej Polski z południa na północ jest mnóstwo. Sprawa się zawęża jeśli nie posiadasz auta, a marzy Ci się Morze Bałtyckie i jego uroki. Kiedy chcesz dzieciom pierwszy raz w życiu pokazać to co sama uwielbiałaś w dzieciństwie. Dlatego poniekąd zmuszeni byliśmy do pociągu.



Kiedy kupić bilety ?

Zdecydować się trzeba najpóźniej miesiąc przed planowaną datą wyjazdu. Właśnie wtedy najwcześniej kupisz bilety Intercity, stojąc wczesnym rankiem w kasie, bo chętnych wbrew pozorom całe mnóstwo. Trzeba dodać, że kupisz bilet tylko TAM, bo POWRÓT trzeba kupić miesiąc przed powrotem. Czyli 7 dni później ponownie stoisz w porannej kolejce po bilety.

Zniżka dla dzieci jest 37%, dla malucha jak Kacper 100% ale nie zwalnia to z posiadania biletu. Ważne też, by wykupić miejscówkę. Przy tak długiej podróży nie wyobrażam sobie siedzieć w przejściu z dziećmi.


Koszt biletów

W jedną stronę wraz z wykupioną miejscówką, bilet dla dwóch osób dorosłych plus dziecko w wieku przedszkolnym to koszt 150zł za trasę Katowice - Władysławowo. Powrót tak samo.



Podróż za dnia, czy nocą ?

Z racji podróży 11-godzinnej i małych dzieci, wybraliśmy noc. Marzyłam by być już w przedziale, by dzieciaki pozasypiały... a potem by być już na miejscu.
Dzieci była trójka, każde zajmowało dwa miejsca, dla nas dorosłych (cztery osoby) było niewiele miejsca. Ja musiałam być obok Kacperka bo się wybudzał na karmienie. Brałam go co jakiś czas na siebie, ale nie dało się bez tony poduszek dobrze ułożyć, by nic nie cierpło i nie bolało.

Nocy nad morze wcale nie przespałam. Powrót spędziłam na siedząco na podłodze, z opieraniem się kłowy na siedzisku. Powrót był gorszy, bo cały dzień aktywności 12h na nogach z racji konieczności opuszczenia domku już o 10:00, a powrotny transport dopoero o 22:00....

Mus to koce i ręczniki, czy podusie dla dziec. Koce przydatne do osłonięcia światła w przedziale ! Mimo nocy, słabo ale świeci i denerwuje. Kocyk przytrzaśnięty bagażami robił nam nastrój.


Jak spakować do walizek czteroosobową rodzinę ?

Nam potrzebna była duża walizka oraz średnia. W większej nasze rzeczy, w mniejszej rzeczy dzieciaków. Bagaż spory z racji - nie wiadomo jakiej pogody. To w końcu Bałtyk, nie Karaiby.
W przypadku doboru walizki nasza okazała się być jednorazową. Już wiem jakiego modelu nie kupować. Myślałam, że będzie na kolejne lata... a nada się jedynie na przechowywanie zimowej odzieży w piwnicy ;)

Bardzo przydały mi się woreczki do mrożonek z suwakiem. Popakowałam do nich bieliznę i skarpetki oraz kosmetyki. Nic nie biegało po torbie i było łatwe w odnalezieniu.


Minusy podróży pociągiem nad morze:

Palacze... Normalnie jakaś zmora. Chowali się jak dzieci w podstawówce po kiblach by tylko zafajczyć. Podczas jazdy nawet niektórzy nie bali się stać w oknie i jarać.

Przedział tuż obok toalety, z której nie ukrywajmy średnio pachnie...

Stare czeskie wagony przedziałowe jak 15 lat temu.

Jeśli można przebierać, fajniejsze są przedziały na środku wagonu niż na kołach (początek i koniec). Mniejszy hałas, większy komfort jazdy.


Wnioski

Nasze wnioski są jednoznaczne i w tak daleką podróż nie wybierzemy się już pociągiem z małymi dziećmi. Jest to męka po prostu. Może Pendolino dały większy komfort ale to dużo droższa przyjemność. Wolę chyba wtedy wakacje gdzieś bliżej, a morze dopiero wtedy gdy będzie do dyspozycji auto.

Tak czy siak wakacje były udane ! :) Co widać na naszym instagramie.




Co zrobić, jeśli kociak potrzebuje pomocy ?

Co zrobić, jeśli kociak potrzebuje pomocy ?

Zerknęłam przez okno i gdyby nie mężczyzna, który rzucił mi się w oczy, kucający między samochodami... pewnie nie zauważyłabym, że mały kociak dotąd brykający z całą swoją kocią rodzinką potrzebuje pomocy.


Jest czwartek, niby lipiec, a za oknem jakby listopad z okropnym silnym wiatrem. Postanowiłam się dzisiaj nigdzie z domu nie ruszać, w obawie o ewentualne przeziębienie dzieci, bo nasz wyjazd wakacyjny tuż tuż. 

Zauważyłam małego kociaka zwiniętego w kłębuszek, kucał przy nim mężczyzna. Chciał nawiązać kontakt, ale zero spłoszenia ani tulenia... Odszedł. A kociak stale w jednym miejscu. Nie pasowało mi to, bo od kilku tygodni obserwujemy brykające maluchy pod naszym balkonem. Były płochliwe na każdy szelest... Podchodząc kolejny raz do okna zobaczyłam jego próbę zrobienia kroków. Nie potrafił utrzymać się na własnych łapkach i padł...

Opisałam sytuację znajomej wolontariuszce, poradziła zadzwonić do schroniska po interwencję. Czekając szukałam rozwiązania jak umieścić malucha w kartonie, zapewnić mu spokój do momentu przekazania schronisku. Wypatrzyłam dziewczynę, która zauważyła kociaka. Wybiegłam na balkon, zapytałam czy maluch żyje i czy jeśli podam jej karton, czy go do niego włoży i przyniesie mi do domu. Z uwagi na dzieci nie mogłam zrobić tego sama. Dziewczyna od razu wyraziła chęć pomocy.

Kociaka wraz z córką okryłyśmy jej wełnianym sweterkiem, a do malej butelki nalałyśmy ciepłej wody by malucha ogrzać jakby termoforem. Podobno roztrzepane żółtko + miód lub cukier puder podane do pyszczka to bomba energetyczna. Jednak nie odważyłam się mu tego podać, bo był za bardzo słaby i z uwagi na jego delikatność bałam się, że mu zrobię krzywdę. Dwukrotnie dzwoniłam jeszcze do schroniska, powiedzieć, że mam malucha w domu oraz zapytać czy pan z interwencją jedzie już do nas i ile to mniej więcej potrwa. Minęło już ponad 40 minut od pierwszego telefonu.

Przyjechała interwencja, kociaka zabrano. Jego stan jest ciężki. Dostał kroplówkę i termofor... Czas pokaże co będzie dalej.

Dlaczego piszę o naszej dzisiejszej historii ?
Bo uważam, że dzieciom powinno się pokazywać jak można, a nawet należy pomagać zwierzakom. Na pewno będzie to lekcja życia, dla małego człowieka poznającego świat. 
Córka ciągle pyta co teraz będzie z kociakiem. Wytłumaczyłam, że w schronisku otrzyma pomoc tak by wyzdrowiał. Jeśli się uda, z czasem będzie szukany dla niego dom. Martynka chciałaby oczywiście by zamieszkał z nami. Niestety nie mamy możliwości na jednoczesne posiadanie psa i kota. Może kiedyś w przyszłości.
Klocki dla dziewczynki na wakacyjną nudę - Klocki Blocki Lalilandia

Klocki dla dziewczynki na wakacyjną nudę - Klocki Blocki Lalilandia

Może jesteś w podobnej sytuacji jak ja. Masz w domu pięciolatkę, która jak na przedszkolaka przystało, chciałaby to co mają inne dzieci ? W końcu to tematy niekończących się rozmów, okazja do przedniej wspólnej zabawy i utrwalanie tej całej dziewczyńskiej wyobraźni.


Martyśka długo mówiła nam o klockach lego, tych z przyjaciółkami. Jednak nie ukrywam, aktualnie to ponad nasze możliwości finansowe, a sezon urodzinowy nastąpi nie prędko. Zatem by córki nie zniechęcić szukałam klocków podobnych, również w dziewczęcych barwach, które zaspokoją jej marzenie, a będą przystępne cenowo. No i zaangażują ją na tyle, że nie będzie co pięć minut mówić o nudzie.
Przyjechały do nas Klocki Blocki z serii dla dziewczynek Lalilandia. Dedykowane są dla dzieci 6+ ale z pomocą opiekunów śmiało można z nimi próbować zabawy prędzej.





Najpierw szok! Zobaczyła kartonowe pudełka i z radością otwarła zestawy - "Przyjaciółki w kawiarence" oraz "Zabawa na basenie" . Wszystko było w mniejszych pozamykanych woreczkach stanowiących całość. Do tego jasna i klarowna instrukcja składania poszczególnych segmentów. Przy okazji, to fajna nauka liczenia i dopasowywania.

 



Klocki układałyśmy wspólnie, Martyna przygotowywała pokolei potrzebne elementy, ja układałam w całość. Troszkę siły, a jednocześnie delikatności było potrzebne by pewne elementy poukładać, nie rozwalając tego co ułożone zostało dotychczas. 

Klocki wykonane są starannie, a ich barwy kojarzą mi się z lekkością i zwiewnością tiulowej sukienki w pastelowych kolorach. Figurki dziewczynek mają starannie namalowane buzie bez niedoróbek. Klocki mocno trzymają, poza zielonymi elementami palmy, która troszkę mnie zdenerwowała ;) Oba zestawy mają ruchome elementy dodające walorów całej zabawie. Zjeżdżalnia z regulowanym kątem nachylenia, maszyna do lodów, głośniki czy wyświetlacze :)








Martynka po ułożeniu zaszyła się w swoim pokoju i odgrywała scenki. Dawno nie widziałam jej tak zaangażowanej w samodzielną zabawę. Bardzo fajna alternatywa dla nie ukrywajmy drogich klocków Lego. Warto rozważyć je przy okazji urodzin, czy innych okazji małych dziewczynek :)

Rodzinne warsztaty z gotowania - Tefal Szkoła na Widelcu

Rodzinne warsztaty z gotowania - Tefal Szkoła na Widelcu

Nie jestem perfekcyjną mamą, ani kucharką. Popełniam błędy nieświadomie lub dyktowane po prostu życiem. Jednak to nie wyklucza mnie z bycia świadomą w gotowaniu i przyrządzaniu posiłków mojej rodzinie. W moim gotowaniu jest za mało swobody i freestyle'a. Staram się nie gotować oklepanie, choć moje dzieci to typowi kotletożercy, na czele z tatuśkiem ;)




Dlatego ucieszyłam się na możliwość uczestnictwa w warsztatach rodzinnego gotowania, Tefal Szkoła na Widelcu pod dowództwem samego Grzegorza Łapanowskiego. Zwłaszcza, że odbyły się w Katowicach i były cudowną przygodą oraz sposobem na popołudnie z dziećmi :) 


" Dzieci i jedzenie mają wiele wspólnego - zawsze trzeba o nie dbać" - Grzegorz Łapanowski


Jestem zwolennikiem posiadania wiedzy i korzystania z niej wg własnego uznania. Lubię wiedzieć po prostu. Jak to powiedział sam Grzegorz, to naszym wyborem jest czy będziemy używać masła czy margaryny, oleju rafinowanego czy z pierwszego tłoczenia. Ale trzeba pamiętać, że nasze rodzicielskie wybory to wybory dokonywane za nasze dzieci i dla nich. To my zapewniamy im start... My budujemy nawyki żywieniowe.





Warsztaty miały na celu pokazać, że można jeść zdrowo, z gotowania czerpać przyjemność i gotować rodzinnie z dziećmi. Można zrobić z tego zabawę poprzedzającą jedzenie. Można zrobić z tego lekcję, bazując na doświadczeniach. Można gotować ciekawie i sezonowo. Przez co nie drogo, a wartościowo.
Dobraliśmy się w zespoły i tworzyliśmy kolorowe koktajle, sałatki i dania jednogarnkowe typu kaszotto. Z moimi dzieciakami obstawiliśmy stanowisko pierwsze. Było kolorowo i zespołowo. Maluchy z radością podawały kolejno składniki przy okazji degustując. Momentami ciężko było odpowiadać na pytania Kasi, kiedy buzie pełne były truskawek czy borówek. Ale ciężko tu mówić o stratach w produktach, bo to byłą istna przygoda i ciężka praca maluchów!





Na koniec konsumowaliśmy to co przygotowaliśmy podczas warsztatów. Dla mnie to było nowe i budujące doświadczenie łączenia smaków. To co na zdjęciach wygląda na skomplikowane, okazuje się być możliwym do przygotowania w 30 minut ;)




Martyna ma alergię na zieleń. Poza sałatą ze śmietaną do obiadu i ogórkiem zielonym wszystko zielone parzy i truje. Najwyraźniej ktoś w przedszkolu rozpowszechnił jakieś straszne opowieści na temat koperku ;) Będę pogłębiać wiedzę jak zachęcić do próbowania, ale tak żeby nie zmuszać. Jak obalić przedszkolne mity i krążące wśród rówieśników opowieści o zakazanej zieleni w jedzeniu ;)

Fundacja Szkoła na Widelcu, czyni mnóstwo dobra. Jak piszą o sobie sami:

Podczas naszych warsztatów kulinarnych dzieci nie tylko gotują, ale poszerzają swoją wiedzę – uczą się skąd pochodzą produkty, jak się je uprawia lub wytwarza. Dodatkowo ćwiczą umiejętność pracy zespołowej i zachowania przy stole. 
Czy mamy wpływ na to, co jedzą nasze dzieci? Jak sprawić by chciały zjeść w szkole zdrowe drugie śniadanie? I czy maluchy w ogóle powinny pomagać w kuchni? Nad rozwianiem takich wątpliwości i promowaniem idei zdrowego odżywiania wśród dzieci pracujemy każdego dnia!


Zachęcam do poczytania strony Szkoły na Widelcu i zaczerpnięcia mnóstwa fajnych informacji do wykorzystania przy przygotowywaniu posiłków w domu.

Warsztaty były rewelacyjną przygodą. Oby więcej takich inicjatyw uświadamiających i możliwości nauki w zabawie.
Co na prezent na Dzień Taty ?

Co na prezent na Dzień Taty ?

Pamiętacie, że to właśnie w czerwcu święto swoje mają Tatusiowie naszych dzieci ? Dokładnie 23 czerwca mamy Dzień Ojca, więc fajnie będzie wyściskać i podarować prezent prosto z serca. Nie łatwo wybrać coś na tę okazję - lubię prezenty kręcące łzę wzruszenia, więc poszłam właśnie tym tropem wybierając prezent w imieniu dzieci. Domyślacie się ?

Zawsze ciężko podjąć się selekcji i wywołania zdjęć zapełniających dysk. Dużo mniej tych namacalnych zdjęć, wszystko na ekranach zamiast w tradycyjnej ramce. Pomyślałam, że świetnym rozwiązaniem na prezent dla taty będzie fotoksiążka. Ale taka, która skupi się na pokazaniu ojcostwa w pięknych kadrach. Uwydatni emocje unoszące się w powietrzu, kiedy zerkam na nich ukradkiem z wygodnej kanapy lub ławki przy boisku. 
Zaniedbałam wywoływanie zdjęć i wkładanie ich w klasyczne albumy. Nim ogarnę zaległości, myślę że taka książka uwydatni to co najważniejsze w więzi Taty z dziećmi i będzie piękną pamiątką.






Przy dzieciach brakuje czasu, na tworzenie pokolei każdej strony. Tu biję brawo za pomysł PRINTU z szablonami, bo dzięki nim prezent dla taty moich dzieci powstał naprawdę szybko. Najważniejszym elementem tworzenia fotoksiążki był dobór zdjęć i tu najwięcej czasu potrzebowałam. A żeby niespodzianka stała się niespodzianką, kryłam się z tym ;)

Całość stworzyłam internetowo, wgrywając zdjęcia z dysku, a nawet Instagrama. Efekt wyszedł bardzo zadowalający. Czekałam kilka dni i samodzielnie zaprojektowana książka z pięknymi fotografiami była już u nas. Zobaczcie sami jaką pamiątkę będzie miał Tata Martynki i Kacpra




Masz chęć na własną fotoksiążkę ?
Specjalnie dla moich czytelników mam, aż 47 % rabat ! :)
Rowerowy szał, czas start. Jak nauczyć jeździć dziecko na dwóch kółkach w kilka minut ?

Rowerowy szał, czas start. Jak nauczyć jeździć dziecko na dwóch kółkach w kilka minut ?

Dobrze przeczytałaś, można nauczyć dziecko jazdy na dwóch kółkach w kilka minut. Też nie wierzyłam, bo w głowie zakładałam w najkrótszym czasie kilka dni. Ale rzeczywistość nas mega zaskoczyła. Powiem Ci jak wyglądała nauka jazdy u Martynki.




Jako dwulatka zaczęła swoją przygodę z biegówką, o ile początki nie były jakieś ekspresyjne tak później nawet szybkie zakupy w warzywniaku nie były możliwe bez rowerka. Potrafiła się rozpędzić i z nogami w powietrzu przejeżdżać naprawdę długie dystanse.
Kiedy wyrosła, widząc rówieśników kupiliśmy używaną szesnastkę. Wsiadła rok temu mając 4 lata i jechała na czterech kółkach, ale zero z tego frajdy. Pewnego dnia powiedziała, że nie będzie nim jeździć i tyle. Nie zmuszaliśmy, zresztą na jazdę na dwóch kółkach była jeszcze za mała, bo nie sięgała swobodnie przednią częścią stopy o podłoże.
W tym roku sama mówiła, że chce odczepić kółka i się nauczyć. Powiedziałam zatem mężowi, że fajnie jak się w to tak na maksa zaangażujemy zwłaszcza jeśli tak bardzo chce. W miniony weekend, odkręciliśmy małe kółka i poszliśmy na pobliskie boisko. Spokojne miejsce z dużą przestrzenią i w razie czego łagodnym upadkiem. Mąż nim wyszliśmy miał chwilę zawahania, czy aby małych kółek nie zabrać ze sobą, ja gdzieś tam miałą wizję kija by łatwiej było ją złapać (kondycję mam zerową). Już mieliśmy zaczynać, ale zapomnieliśmy kasku. Więc poszłam do domu, nie było mnie 3 minuty. Wracam na boisko, wręczam kask mężowi i patrzę w kierunku boiska, a Martyna sobie śmiga na dwóch kółkach szczęśliwa.

Pytam męża, ale jak to ? No trzymał za siodełko asekurując ją bardzo lekko i pojechała ! Byłam taka dumna ! Rany, ale zaskoczyła nas wszystkich :)


Wniosek nasuwa się jeden, rowerek biegowy to magiczna sprawa i bardzo ułatwiająca proces nauki jazdy na rowerze na dwóch kołach ! Więc jak tylko to możliwe należy dać dziecku taką możliwość.
Tak jak jazdy na rowerze się nie zapomina, tak samo łapania równowagi. Problem jedynie był chwilowy w pedałowaniu, bo łatwiej szło do tyłu.


WSKAZÓWKI - JAK POMÓC W NAUCE JAZDY NA DWÓCH KÓŁKACH 
  1. Nauka łapania równowagi na rowerku biegowym, w którym stopy pewnie przylegają do podłoża, lub mniejszy rower bez pedałów.
  2. Nauka pedałowania, np. na rowerze z doczepianymi kółkami. Wpinamy je tylko czasowo, by opanować ruch pedałowania. Później natychmiast odkręcamy.
  3. Tłumaczymy o połączeniu punktu 1 oraz 2 , asekurujemy trzymając za siodełko, nie koszulkę, czy kark. 
  4. Próbować najlepiej na otwartej dużej przestrzeni dla swobody.
  5. Nie panikujemy, dzieci to są bystrzachy !

Kask jest niezbędny i dłuższe spodnie lub po prostu nakolanniki takie jak do rolek :) 




Moja córcia, w trzecim dniu jazdy pojechała na rowerze w trasę z tatą, przejechała drogę do stadionu, kilka kółek dookoła niego, dojechała do parku. Tam przerwa, bo odpoczynkiem tego nie nazwę, na zabawę na placu zabaw i z powrotem do domu to samo. Była zawzięta i szczęśliwa ! My nie dowierzamy po dziś dzień :)
Cieszę się ogromnie, bo wycieczki rowerowe całą rodziną stają się możliwe, tylko muszę rozejrzeć się za fotelikiem rowerowym dla najmłodszego.
Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Chcę w prosty sposób pokazać Tobie, że karmienie piersią jest możliwe jeśli tylko uwierzysz w swoją moc. To nie będą tajniki magii, lecz przykłady z życia. Mam dwoje dzieci z czego dopiero za drugim razem, kiedy przygotowałam swoją głowę - udało mi się !

Niestety obecna sytuacja na temat karmienia jest uzależniona od tego na kogo trafisz na swej drodze ciąży oraz macierzyństwa. Prosto rzecz ujmując - weźmiesz udział w loterii. Jest też fajniejsza opcja, w której przejmiesz pałeczkę sama i wykorzystasz wolny czas na zdobycie cennej wiedzy, często bardzo różniącej się od tego co wiedzą nasze mamy, babki, koleżanki no i niestety położne oraz lekarki również.
W momencie kiedy piszę ten tekst mój synek ma 1,5 roku i przez ten czas jest nadal karmiony piersią. Jestem z tego ogromnie dumna :) Choć zakładałam najpierw pół, potem rok... Miałam chwile zwątpienia kiedy mnie świadomie gryzł. Ale trwamy nadal karmiąc się.



Przygotowanie głowy to klucz, ponieważ spotkasz się na pewno z wiedzą wprowadzającą w błąd, a stosując się do zaleceń szybko zażegnasz karmienie piersią. Już w szpitalu będąc zmęczona i obolała po porodzie, kiedy emocje opadają, a zmęczenie bierze górę mogą lub będą próbować wcisnąć wam mleko modyfikowane.
Dla mamy karmiącej lub chcącej karmić piersią mm to wróg. Każda butla, każda kropla sztucznego mleka oddala od karmienia piersią. Rozleniwia malucha do ssania (ssanie smoczka, a piersi to dwie różniące się czynności), o zaburzeniach flory bakteryjnej nie mówiąc. Bóle brzuszka itd. 

Będąc po drugim porodzie, sama przystawiłam synka i karmiłam po prostu. Pielęgniarki zobaczyły, że karmię i nikt się nam nie wtrącał. Miałam w sobie takiego powera, że chcę i damy radę ! Co chyba szło odczuć. Mleka modyfikowanego nawet nie spróbowano nam zaproponować.


POCZUCIE WINY JUŻ OD SZPITALA - znasz to ?

- Płacze ? głodny i pewnie boli go brzuszek.
- Nie ma Pani mleka, nie najada się.
- Co pani jadła ? A to na pewno od kapusty! Dieta, żadnych dżemów dziewczyno to Twoja wina, że teraz ryczy !
- Nie chce ssać, bo ma pani płaskie/wklęsłe brodawki, konieczne są kapturki.

To tylko część słów wypowiadanych przez specjalistów, lekarzy, położne wpędzające w poczucie winy !


WSPARCIE - nie bój się go szukać
 
Jako świeżo upieczona mama bez względu na to, czy to twoje pierwsze, czy kolejne dziecko - powinnaś mieć poczucie wsparcia. Połóg jest ciężkim czasem, huśtawka nastroju i szalejące hormony nie ułatwiają. Dlatego mnie osobiście bardzo boli, że opieka laktacyjna jest na mizernym poziomie. Mam na myśli zarówno szpital jak i pediatrów czy położne.
Warto poszukać samemu wiedzy w internecie, który na całe szczęście jest bogaty w skarbnice wiedzy laktacyjnej. Wiedza, która buduje i wyprowadza z zakłopotania laktacyjnego czy każdego innego zwątpienia, czy niewiedzy !

Jeśli masz problem, wątpliwości związane z karmieniem, poproś o spotkanie certyfikowanego doradcę laktacyjnego. Razem znajdziecie drogę by swobodnie karmić piersią. W celu poszerzenia swej wiedzy mogę z czystym sumieniem polecić Ci kilka źródeł, z których sama korzystałam, korzystam i polecam koleżankom na początku mlecznej drogi.  

Karmienie piersią - grupa karmienia piersią na FB


NIE NAJADA SIĘ
 W pierwszych dobach wystarczy zaledwie kilka kropel siary, potem mleka by zaspokoić głód. Ssanie zaś działa na zasadzie zamawiania. Maluch składa zamówienie by w piersiach uruchomić produkcję, bo jest zapotrzebowanie. To jak w biznesie, jedno bez drugiego nie pociągnie jak należy :)
Zaufaj naturze. Sprytna zorganizowała sobie skuteczny instynkt, bez wspomagaczy z zewnątrz. Karmcie się żeby rozbujać produkcję. Pierwsze trzy miesiące są Wasze.
Pamiętam jak rwało mnie do roboty, miałam momenty w których czułam się totalnie kiepską mamą, bo tylko karmiłam, karmiłam, karmiłam. Drugie dziecko też miało potrzebę mamy. Chciałam naraz za dużo wziąć na siebie. Naprawdę na obowiązki domowe przyjdzie czas. Męska część rodziny jak ugotuje, czy pomyje podłogę to korona z głowy nie spadnie. A wręcz może z tego zrobić fajny sposób na spędzenie czasu ze starszym rodzeństwem :) Po rozbujaniu laktacji jest już naprawdę prosto i przyjemnie :)

MASZ MLEKO W PIERSIACH ! A LAKTATOR NIE JEST MIARĄ ILOŚCI MLEKA W PIERSIACH 

Nie raz słyszę od koleżanek, że tracą pokarm bo laktator niewiele już ściąga, a dziecko w przewadze wcina mleko modyfikowane.
Jedyną opcją jest karmienie piersią, wywalenie butelek i smoczków, no i zatkanie uszu na porady z poprzedniej ery życia ;). Brzmi banalnie ale działa cuda. Sama karmię 18 miesięcy, a laktatorem nie wycisnę ani kropelki :) Uwierz, nasze piersi mają mega moc !


DIETA MATKI KARMIĄCEJ NIE ISTNIEJE
Od pierwszych chwil, można jeść śmiało wszystko. Oczywiście nie naraz, nie na trzech talerzach. Tak by móc dziecko obserwować względem ewentualnych wysypek pokarmowych. Ale nie należy rezygnować jeśli masz chęć na pizzę, zjedz ją kawałek ale zjedz. Nieszczęśliwa mama to i dziecko. A to naprawdę maluchowi nie zaszkodzi. Wszystko jest dla ludzi.

NIE MA RURKI ŁACZĄCEJ ŻOŁĄDEK Z PIERSIAMI !
 
Zatem mleko nie będzie gazowane po wypiciu Coca-coli, nie będzie tłuściejsze po żeberkach, nie będzie rozsadzało malucha po bigosie, czy fasolce po bretońsku. Jeśli zaszkodzą, to tylko mamie bo są po prostu dla każdego ciężkostrawne. 



LAKTACYJNY LEKSYKON LEKÓW - dowiedz się, czy dany lek możesz brać karmiąc ? 

Przede wszystkim ogrom lekarzy nie ma nawet pojęcia o istnieniu Laktacyjnego Leksykoniu Leków ! Upierają się, że szkodzi niemal każdy lek, poza Paracetamolem ;) bo przechodzi do mleka. Bzdura. Warto więc informować o tym leksykonie lub szukać specjalisty pro karmienie piersią.

Nie wiesz czy wolno Ci przyjmować dany lek, sprawdź po nazwie substancji czynnej !


Dla objaśnienia krótka legenda dot. laktacji:
L1 "najbezpieczniejsze”
L2 „bezpieczniejsze”
L3 „prawdopodobnie bezpieczne”
L4 „prawdopodobnie szkodliwe”
L5 „szkodliwe

BÓL I INFEKCJE

Często łapią nas infekcje, przeziębienia, bóle głowy. Tutaj rozpiska co nam wolno, czym się ratować:


Karmienie jest po prostu wygodne :)
Daje cudowną więź z dzieckiem, chemię, emocje. Karmienie piersią rewelacyjnie sprawdza się w chorobie dziecka, czy ząbkowaniu. Przeciwciała przekazywane w mleku robią tyle dobra :)
Minusem dla mnie jest etap gryzienia sutków przy okazji nowych zębów które fajnie jest testować. Wtedy miałam mocny kryzys  i chciałam zrezygnować. Bywało naprawdę boleśnie. Ale tłumaczenie i reagowanie, bardzo dużo pomogło.

Na dzień dzisiejszy karmienia mamy mniej, ale cenię sobie każdą kolejną chwilę z moim mlecznym skrzatem :)

Wiem wpis troszkę przydługawy się zrobił, ale to wiedza w pigułce którą warto mieć i się nią dzielić. Nie pozwólmy psuć innym naszych laktacji, przez powielaniem bredni ! Ściskam Cię mocno Mamo i trzymam ogromnie mocno kciuki za Waszą mleczną drogę <3
Jeśli masz jakieś pytania, a ja będę mogła pomóc będzie mi niezmiernie miło :) śmiało więc pisz.

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger