czwartek, lutego 12, 2015


Przyznam szczerze, że smakosz kulinarny ze mnie kiepski. Nie bywam w restauracjach, nie próbuję wymyślnych dań, bo nie mam ku temu okazji. Steki kojarzę z programów kulinarnych i opowieści o hardcorowym ;)

Z przyjemnością zatem przyjęłam zaproszenie na Steak Show w katowickim hotelu Angelo. Miejsce cudowne, estetyczne i robiące wrażenie. Zaproszono nas tam po to by poznać specjały z nowego menu  stworzonego przez Szefa Kuchni Rafała Paconia, w nowo otwartym Steak Corner by Jazz Bar. By zobaczyć efekt nad którym pracowano by wyjść na przeciw klientowi. By pobyt w hotelu i restauracji nie wiązał się tylko z obrusem na stole i automatycznym sztywnienie ciała. Ma być miło, swobodnie, pięknie i smacznie.

A jak było ?









Samo oderwanie się od obowiązków mamy i spędzenie fajnie czasu bardzo mnie usatysfakcjonowało. Ocena całego wieczoru wzrastała wraz z atmosferą i smakołykami, które miałam okazję poznać i pozmakować po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie jadłam steka, więc możliwość skosztowania trzech rodzajów dosmażenia było rewelacyjnym doświadczeniem i wrażeniem dla moich kubków smakowych. Do tego pyszne austriackie wino, tworzyło cudowny duet. Możliwe, że dlatego bo uwielbiam wino, a tak dobrego nigdy nie piłam.

Przekonałam się, że warto próbować nowych ciekawych smaków które ubarwniają posiłki czy przekąski... że warto bawić się kolorami i sposobem podania zamiast mdłych i nudnych kompozycji.

Wysłuchałam ciekawej opowieści o stekach, o najdroższych wypieszczonych krowach i sposobach wysmażenia. Poznałam dzięki somelierowi wyrafinowany smak win, wysłuchałam dyskusji. Miałam możliwość bycia we wspaniałym hotelu w moim mieście i spędzić czas w blogowym towarzystwie :)

















'Steak Show' w Angelo Katowice

niedziela, lutego 08, 2015


Idealnie jest wtedy kiedy mokre rękawiczki, odmarznięte nosy, pusty brzuch nie pozwalają przestać szaleństwu. Patrzę wtedy na nią i widzę urywkami siebie, na osiedlowej górce z euforią na twarzy przy każdym zjeździe na sankach.

Uwielbiam gdy szczęście kipi w nieco innej niż cukierkowej formie.

Idealny moment 6/52

poniedziałek, lutego 02, 2015



Wiem, że będę tęsknić. Za przepiękną białą zimą, której walory najlepiej widać w miejscach poza miastem, na łąkach, w lasach... w górach. Tam jej chyba najlepiej i najfajniej pozuje się do zdjęć. Taką uwielbiam się napawać i radować. Z taką chce mi się szaleć i czuć jak kiedyś, podczas zjazdów na sankach, czy dupolocie. A ona chyba co roku postanawia wpadać na krócej i mniej. Zima.

Za rok może założymy łyżwy i spróbujemy całą trójką twardych lądowań. Albo przypniemy narty i spełnię moje małe zimowe marzenie.

A teraz... chartujemy się, malujemy mrozem policzki i uszczęśliwiamy spojrzenie. Grzejemy się sobą wzajemnie i słońcem, które jest już co raz wyżej.

Tak mi dobrze i błogo. Z moją rodziną bez pośpiechu, narzucania czegokolwiek. Bez terminów, maili i facebooka na którym tracę mnóstwo czasu. Mam podwójne zadanie... dobrze i wartościowo wychować córkę oraz dobrze pokierować moim życiem prywatnym i rodzinnym. Chcę śmiało móc podejść za kilka lat do lustra, uśmiechnąć się i powiedzieć że jestem najlepsza i szczęśliwa !

Bez pretensji i żalu, że czegoś nie zrobiłam.













Bez pośpiechu

piątek, stycznia 30, 2015


Siedzisz po nocach, w pogoni za inspiracjami na kolejny wyjątkowy dzień Twojej córki. Pinterest to kawał dobrego miejsca ! Szukasz przepisu na tort, by nie polec kulinarnie z wielką wtopą na dzień dobry.  Jednocześnie chcesz by wzbudził w niej mega radość. Nasz miał być kolorowy, energetyczny. Miałam uszyć jej koronę i sukienkę księżniczki. Miałam też wizję spędzenia dnia poza domem, ale akurat wtedy zechciało wpaść do nas choróbsko...

I spontanicznie w przeddzień produkowałam bibułkowe pompony, rysowałam transparenty i dmuchałam balony. Upiekłam ciasto a'la tort (kijowy przepis) wbiłam świeczki i czekałam wraz z nią do popołudnia, aż będziemy w komplecie.

I tak teraz siedzę wspominając wtorkowy dzień... i buzia uśmiecha mi się szeroko. Bo spontanicznością sprawiłam mojemu dziecku ogrom radości. Była zachwycona, że mama zrobiła coś tylko dla niej, a w pokoiku jest kolorowo jak w bajce. Z radości skakała po łóżku i ciągle powtarzała że jest super oraż że jesteśmy kochani. Obdarowała mnóstwem buziaków i przytulasów.

Takie chwile nagle rzucane przez los, uczą wrażliwości i tego czym tak naprawdę jest szczęście i jaką definicją są idealne urodziny. Najlepsze są te, w których jesteśmy razem - szczęśliwi i kochający.

Nie trzeba wydawać fortuny, by dziecko mogło się poczuć wyjątkowo na własnym przyjęciu urodzinowym. Podaję więc sprawdzony przepis:

BAJECZNE URODZINY

2 dawki miłości
1000 buziaków
200 przytulasów
pół na pół uśmiechu z radością
odrobina kolorowych pomponów z bibuły
silne płuca
pastelowe baloniki
kolorowy tort
świeczki
krasnalkowe czapeczki

Ciekawi efektu ? 

















***
A na koniec zostawiłam dwa ujęcia w ramach projektu 52, które są uchwyconym idealnym momentem na przestrzeni 2 tygodni wstecz. 

4/52


5/52

Przepis na bajeczne urodziny - 4/52 i 5/52