czwartek, września 18, 2014


Miłością do hand made pawam od dawna, ale zwykle tylko podziwiałam wzdychając. Marzyłam by spróbować własnych sił, bo czułam że podołam. Dziś tworzę sama, malując jednocześniech uśmiech z satysfakcji na twarzy. 

Zabawki walać się lubią wszędzie, nie zawsze jest czas starannie poukładać je na półce. Wtedy wszelakie kosze spelniają się najlepiej. Nawet gdy pokój dziecinny lubi przenosić się jak tornado do salonu ;) My rodzice znamy to doskonale. Stąd moja upodobanie miękkimi koszami. Dlatego powstal mój, chmurkowy, mięciutki, bawełniany. Oczywiście zagości w pokoiku Martynki niebawem, u boku innych tworów i cudów spod ręki mam.

Chwalę się Wam moim kolejnym uszytkiem (pierwszy byl kocyk o tu). Dziękuję najmocniej wspaniałej Hally, bo to ona zainspirowała i wspierała zza maszyny trzymając kciuki. Niewątpliwie jest moją inspiracją, bo ma zapał ogromny i talent !



















Chmurkowy kosz

środa, września 17, 2014


Pędzimy w tej naszej codzienności gnając do przodu. Tu szybkie kanapki do pracy, odprawienie dziecka do przedszkola, szybki makijaż wcześniej mimo zaspanych oczu. No co począć. Życie jest wymagające. Pewne obowiązki trzeba pocynić i basta.

Inaczej troszkę u bezrobotnej mamy. Jestem w domu i w 100% staram się zorganizować czas mej córce. Próbuję w tym czasie wygospodarować trochę czasu dla siebie. Czas, w którym będę mogła zebrać do kupy moje myśli pojawiające się przy obieraniu ziemniaków, myciu podłogi, czy spaceru z psem. Nie udaje mi się zawsze. Często jestem rozkojarzona, rozregulowana. Ale walczę każdego dnia by było nam wszystkim łatwiej. Bym mi było lepiej ze sobą samą.

Zasiedziałam się w domu i chciałabym zawiesić ten stan na korzyść aktywności, ciężkiej pracy, efektów i samozadowolenia wraz z dumą.

Codzienne myśli zaowocowały zakupem maszyny i chęciem tworzenia czegoś własnymi rękoma. Na początek sama dla siebie. Jakoś wyrobić się w temacie trzeba, ale z czasem może zrodzi się z tego fajny projekt, który da siłę i wiarę w siebie. Pomysłów mnóstwo. Na pierwszy rzut poszedł mój wymarzony ciepły, mięciutki kocyk minky. Jestem nim zachwycona mimo mego krytycznego podejścia i kilku niedoskonałości. Ale właśnie taki jest wyjątkowy, spod mej igły. Dzisiaj czas na coś co ogarnie porozwalane zabawki wszędzie :) Pokażę jak się uda.


Moje ciało potrzebuje też odświeżenia. Zaniedbałam się i zdaję sobie z tego sprawę. Podejmowałam już kilka walk, dając za wygraną. Ale teraz, dzisiaj powiedziałam sobie dosyć. Ileż razy można zerkać w swe odbicie w szybie sklepowej z obrzydzeniem. Nie chcę tak żyć, nie chcę taka być. Podglądam i podczytuje osoby, którym walka przyniosła energię, uśmiech, siłe i poczucie własnej wartości. Czas przestać być obserwatorem. Zwłaszcza w kwestii zdrowego żywienia. O tym napiszę w kolejnym poście.

W macierzyństwie staram się być najlepsza dla mej córki i taka jestem. Pomimo potyczek, złości czy burczenia pod nosem, bo znowu muszę myć podłogę. Zapomniałam o sobie. Przecież moja córka nie chce mieć smutnej, niedowartościowanej mamy. Więc nie tylko dla siebie, ale dla niej chcę by zaczęło mi się chcieć. Bym mogła powiedzieć, odwaliłaś kawał dobrej roboty.

Nie warto czekać i odwlekać. Życie mamy jedno. A po co żałować później tego czego nie zdążyliśmy zrobić.

Nie warto czekać

czwartek, września 04, 2014


Kolor kolorem być musi. Tylko jak go nazwać, jak zobrazować, by je wszystkie odróżnić. Jak pomóc dziecku ogarnąć całą ich paletę. A gdyby tak do kolorów dopisać cechy. Wtedy może łatwiej zapadały by w pamięć ?

Kobiety niby lepszymi znawczyniami ich odcieni. Przyznaję, ja sama najlepsza w tym nie jestem. Ale
teraz dzięki Pomelo, w kolorach będę z córką przodować. No bo "spieniona biel ciepłego mleka" nie brzmi fasynująco, u boku "fuksji, której chyba potrzebują tylko rzepy" ? A może "błękit snów" będzie odpowiednim do odmalowania pokoju ?






Błękit snów w 'Pomelo i kolory'