środa, października 22, 2014


Dzieciństwo trwa tak krótko. Wraz z nim dziecięce marzenia znikają w mgnieniu oka.
Mam chęć utrzymać je jak najdłużej. Tak, by towarzyszyły mej córci choćby codzienne.

Widzisz w swym dziecku iskierki, na wspomnienie o realizacji jednego z nich. Ze zwykłej wyprawy na peron, tworzy się przygoda. Dołeczki w policzkach i szeroki uśmiech. 

Jest ekscytacja ! Bo nadjeżdża, bo słychać go w oddali. Zapiera dech w piersi.

Ciągnie mamę za rękę.
Mamo, zobacz jaki duży ! Ciuuuu ciuuuuu.

Rany ! Jest taki ogromny.
Reakcja chwyta za serce.
Właśnie spełniło się jej marzenia. Dla dorosłych zwykła codzienna sprawa. Dla mnie i mojej córki wyjątkowy czas.



Siedziała tak na tym pieńku, bardzo spokojnie. Obserwowała. Uradowała ją psina wspinająca się na pomost. Zapowiedź kolejnego pociągu. Czekała jednocześnie na nasz pociąg. Na nasz kurs, kierunek Bielsko Biała.

Jako mama, uczę się stale wielkich radości z niewielkich rzeczy. 
A jednak mają taką siłę.

Budują charakter, wyobraźenie. Poszerzają horyzonty. Kształtują na mądrego człowieka.
Dają możliwość poukładania sobie wszystkiego pomału, w nienarzuconym tempie.



Ona ma przecież 2,5 roku. Tak wiele widzi, rozumie, chce.

Choć nadszedł dla nas czas buntowniczy, chcący wszystko na już i teraz.
Z przytupem, czy położeniem się na asfalcie tuż przed apteką.
Czas rządań i przytykania uszu. Bo prośby mamy przecież nie muszą być słuszne. 
Sprawdzi na ile pozwolić sobie może. Tupnie nogą, czy stanie z założonymi rękami twierdząc że jest obrażona i zła na mamę.

Może mama będzie miała gorszy dzień i sięugnie. Może wygra ten pojedynek ?

Sęk w tym, że tu nie ma o co walczyć. Trzeba po prostu dać z siebie wszystko. Trzeba próbować rozumieć, dokształcić się. Po to by krzyk i złość, a później w efekcie wyrzuty sumienia nie miały miejsca.

Dlatego zaciskam zęby, biorę głęboki wdech i staję się jeszcze bardziej jej kompanem, przyjacielem, wspaniałą mamąktóra zawsze jest obok.Więcej tuli, tłumaczy spokojnie i uśmiecha się. 

Powinno nam pójść gładko.
A marzenia i ich spełnianie pomogą łatwiej przez to przejść.



Marzenia buntownika

poniedziałek, października 06, 2014


Powinnam była już dawno usiąść, zatrzymać się i przemyśleć. Ciągle tylko brak czasu, muszę jeszcze to zrobić, nie teraz, za chwilę, ojej ale mi się nie chce. Wieczne odkładanie w nieznane. A później nadchodzi październikowa jesień. Piękny słoneczny dzień i chłodny wieczór. Córka przeciera oczy, kładę się obok niej i usypiam. Myślę, jak fajnie minął nam dzień. O tym jak urządzę jej pokoik skoro wreszcie został pomalowany. Chwilę wcześniej spieraliśmy się z mężem o to gdzie postawimy łóżeczko. A jeszcze wcześniej kłóciliśmy o pierdołę. Tak jak wtedy o zgubioną szczotkę, czy nieporozumienie słowne.

Oko mi leci, gdy nagle zza drzwi mąż krzyczy.  Ania Przybylska nie żyje !
Najważniejsze słowa dotarły, ale z niedowierzaniem: Co mówiełeś ?

Popatrzyłam na małą, napłynęła masa emocji i łzy. Tak samo jak wtedy gdy przyjaciółka straciła kolejną ciążę tuż po porodzie. 
Po raz kolejny ucałowałam ją i powiedziałam jak mocno kocham. Jaka jest dla mnie ważna. Otwarłam drzwi z pokoju wychodząc jakaś inna. Ścięło mnie. Wyssało energię. Wpędziło w zadumę i tok przemyśleń.

Usiadłam obok męża, z gulą w gardle. Poprosił o kolację... Kroiłam trzecią kromkę kiedy postanowiłam, że wyrzucę to z siebie.

A co jeśli we mnie coś tyka ? Tracę głos nie mogąc dokończyć. Łzy.

Wrzucam sobie od wczoraj jaka durna jestem. Jaką krzywdę robię sobie i jaką niepewność funduję mojej rodzinie. No bo co by było gdyby mnie teraz zabrakło. Przecież ani ja, ani oni nie jesteśmy na to gotowi. Dopiero chwilę tworzymy rodzinę, dopiero ...
Pisałam ostatnio o zaniedbaniu się. Jest tego więcej. Olałam wizyty u mnóstwa lekarzy, z głupiego strachu, wstydu. Nie wiem dlaczego. Może i z lenistwa.
Wczorajsza wiadomość o śmierci Ani, wzbudziła smutek, żal, współczucie rodzinie. Jednocześnie przełożenie takiego życiowego scenariusza na nasze życie.
Na co dzień zapominamy, że może nas zabraknąć nieoczekiwanie.

NIE CHCĘ !

Życie mamy jedno. Trochę nie pewne, ale to głównie my nim sterujemy, pielęgnujemy. To my tworzymy każdy kolejny dzień, w którym czasem ciężko wyeliminować sprzeczki o nic, złości o pierdoły. Chyba jednak warto powalczyć, popracować nad sobą. By nie ranić, a za to uśmiechać sięczęściej.


Dlatego jeszcze dziś, chwytam za telefon i nadrabiam to co zawaliłam. Bo większy strach towarzyszy kiedy zostawiasz bliskich i cierpisz. Niż wtedy gdy sobie coś ubzdurasz i żyjesz w tego przekonaniu. 

Dlatego jeszcze dziś wyściskam ich najmocniej i obiecuję, że postaram się nie zapominać o miłości którą dla siebie mamy. W słowach, czynach i duszy. Nie zapomnę, jacy są dla mnie ważni !




Aniu. [*]

Nie chcę !

środa, października 01, 2014


Padło te same pytanie od kilku osób. A po co do tego Wrocka jedziesz ? Chce Ci się ? Wrocław wielbię i powracać tam będę często, bo nie jeden skrawek jeszcze przede mną chowa. Sam wyjazd na MAMATIME był możliwością oderwania się od czasem rutynowej codzienności, do poczucia swobody i zrobienia czegoś tylko dla siebie. Zatem zapisałam się, dostałam się i pojechałam.

Towarzyszy podróży miałam wyśmienitych. Już w autobusie poznałam Elę i jej synka z Noje. Wspaniały duet, ciekawa podróż :) A na miejscu w Pięknej Helenie czekała gromadka pięknych równie jak Helena mamusiek. Rozgadane, roześmiane. Weszłam tam i czułam się jak u siebie. Swoboda słowa, uśmiechy rzucane co chwile. Bezpośredniość i luz. Tego chyba najbardziej potrzebowałam. Wciąż mi się buźka śmieje na samą myśl zabawy z karteczkami o tym co dobre o nas pisały współtowarzyszki. Jednogłośnie moja koszulka z misiami zrobiła furrorę, albo nic innego nie przykuło uwagi :P 




















Nie ukrywam, że spore nadzieje kładłam wobec warsztatów fotografii. Asia jak dla mnie dała z siebie tyle ile mogła, chociaż najchętniej czerpałabym od Ciebie wiedzę dniem i nocą. Dziękuję za poświęcony czas i kilka nowinek z którymi staram się funkcjonować codziennie.


Całości towarzyszyły wspaniałe przekąski i danie główne po całości wymyślone przez Maję, właścicielkę Pięknej Heleny. Wszystko biło kolorem, energią i powodowało wariacje nie tylko głowy bo wariował i brzuch domagając się pyszności. Mam plan zawitać ponownie z moją rodzinką i pokosztować nowości :)



Kobietki, me towarzyszki. Zwykle w sieci, bo odległości ogromne między nami, że nie sposób co drugi dzień zjadać wspólnie śniadania czy podwieczorkowego muffina. Udowodniły po raz kolejny jaka bogata jest blogosfera i jak na bogato żyje. 






Słyszycie ? Blogerki żyją na bogato !

Jest czego zazdrościć. Znamy się lepiej niż z nie jedną sąsiadką spod czwórki. Mamy wspólne pasje i zainteresowania. Towarzyszą nam wspaniałe dzieci, partnerzy i pomysły. Każda inna, ale wspaniała. Razem możemy wiele, razem tworzymy bogactwo którym powinna żyć i uczestniczyć cała blogosfera mamusiowa. Zamiast się szarpać o bzdety, usiądźcie razem, zaplanujcie coś fajnego i bierzcie tyłki w ruch do organizacji. Z tego wychodzą same cuda którymi człowiek żyje. Dzięki którym wie, że idzie dobrą drogą prowadząc bloga. Odzyskuje wiarę w niesamowitych ludzi.


Dlatego dziękuję za zaangażowania i bogactwo trójcy najpiękniejszej. Ania, Angelika & Aneta. To wszystko przez nie. To one szerzą te bogactwa i z tego co wiem, nadal mają zamiar je czynić. Nikt nie mówił, że na bogato można tylko raz, Mnóżcie emocje w ludziach, bo to się bardzo opłaca :)

Po imprezce pomaszerowałyśmy na most Tumski, by ku pamięci zawisła kłódka upamiętniająca wszystko. A później na leżaku, przy ciachu i bro na luzaka czyniłyśmy dalsze dobro :P Szkoda, że bus wzywał i trzeba było szybko uciekać...















fot. jakubwanczyk.com

Dziękuję wszystkim sponsorom, za bagaż który umilił nam z Elą całą podróż. Za bagaż którym przyciągałyśmy uwagę i komentarze. Za bagaż który w domu ucieszył wszystkich i ściskał za serce. Za lizaki na obiady, pachnace kąpiele, wygodne ciasteczkowanie. Za dekoracje, zabawki, ozdoby i babskie mazidełka. Jesteście wielcy !



partnerzy:
Piękna Helena MAMO potrafisz BB Magazine

sprawczynie:
mama-granda.blogspot.com
Mini man life
Blaneczkowo

Na bogato ! MAMA TIME