Rodzinne warsztaty z gotowania - Tefal Szkoła na Widelcu

Rodzinne warsztaty z gotowania - Tefal Szkoła na Widelcu

Nie jestem perfekcyjną mamą, ani kucharką. Popełniam błędy nieświadomie lub dyktowane po prostu życiem. Jednak to nie wyklucza mnie z bycia świadomą w gotowaniu i przyrządzaniu posiłków mojej rodzinie. W moim gotowaniu jest za mało swobody i freestyle'a. Staram się nie gotować oklepanie, choć moje dzieci to typowi kotletożercy, na czele z tatuśkiem ;)




Dlatego ucieszyłam się na możliwość uczestnictwa w warsztatach rodzinnego gotowania, Tefal Szkoła na Widelcu pod dowództwem samego Grzegorza Łapanowskiego. Zwłaszcza, że odbyły się w Katowicach i były cudowną przygodą oraz sposobem na popołudnie z dziećmi :) 


" Dzieci i jedzenie mają wiele wspólnego - zawsze trzeba o nie dbać" - Grzegorz Łapanowski


Jestem zwolennikiem posiadania wiedzy i korzystania z niej wg własnego uznania. Lubię wiedzieć po prostu. Jak to powiedział sam Grzegorz, to naszym wyborem jest czy będziemy używać masła czy margaryny, oleju rafinowanego czy z pierwszego tłoczenia. Ale trzeba pamiętać, że nasze rodzicielskie wybory to wybory dokonywane za nasze dzieci i dla nich. To my zapewniamy im start... My budujemy nawyki żywieniowe.





Warsztaty miały na celu pokazać, że można jeść zdrowo, z gotowania czerpać przyjemność i gotować rodzinnie z dziećmi. Można zrobić z tego zabawę poprzedzającą jedzenie. Można zrobić z tego lekcję, bazując na doświadczeniach. Można gotować ciekawie i sezonowo. Przez co nie drogo, a wartościowo.
Dobraliśmy się w zespoły i tworzyliśmy kolorowe koktajle, sałatki i dania jednogarnkowe typu kaszotto. Z moimi dzieciakami obstawiliśmy stanowisko pierwsze. Było kolorowo i zespołowo. Maluchy z radością podawały kolejno składniki przy okazji degustując. Momentami ciężko było odpowiadać na pytania Kasi, kiedy buzie pełne były truskawek czy borówek. Ale ciężko tu mówić o stratach w produktach, bo to byłą istna przygoda i ciężka praca maluchów!





Na koniec konsumowaliśmy to co przygotowaliśmy podczas warsztatów. Dla mnie to było nowe i budujące doświadczenie łączenia smaków. To co na zdjęciach wygląda na skomplikowane, okazuje się być możliwym do przygotowania w 30 minut ;)




Martyna ma alergię na zieleń. Poza sałatą ze śmietaną do obiadu i ogórkiem zielonym wszystko zielone parzy i truje. Najwyraźniej ktoś w przedszkolu rozpowszechnił jakieś straszne opowieści na temat koperku ;) Będę pogłębiać wiedzę jak zachęcić do próbowania, ale tak żeby nie zmuszać. Jak obalić przedszkolne mity i krążące wśród rówieśników opowieści o zakazanej zieleni w jedzeniu ;)

Fundacja Szkoła na Widelcu, czyni mnóstwo dobra. Jak piszą o sobie sami:

Podczas naszych warsztatów kulinarnych dzieci nie tylko gotują, ale poszerzają swoją wiedzę – uczą się skąd pochodzą produkty, jak się je uprawia lub wytwarza. Dodatkowo ćwiczą umiejętność pracy zespołowej i zachowania przy stole. 
Czy mamy wpływ na to, co jedzą nasze dzieci? Jak sprawić by chciały zjeść w szkole zdrowe drugie śniadanie? I czy maluchy w ogóle powinny pomagać w kuchni? Nad rozwianiem takich wątpliwości i promowaniem idei zdrowego odżywiania wśród dzieci pracujemy każdego dnia!


Zachęcam do poczytania strony Szkoły na Widelcu i zaczerpnięcia mnóstwa fajnych informacji do wykorzystania przy przygotowywaniu posiłków w domu.

Warsztaty były rewelacyjną przygodą. Oby więcej takich inicjatyw uświadamiających i możliwości nauki w zabawie.
Co na prezent na Dzień Taty ?

Co na prezent na Dzień Taty ?

Pamiętacie, że to właśnie w czerwcu święto swoje mają Tatusiowie naszych dzieci ? Dokładnie 23 czerwca mamy Dzień Ojca, więc fajnie będzie wyściskać i podarować prezent prosto z serca. Nie łatwo wybrać coś na tę okazję - lubię prezenty kręcące łzę wzruszenia, więc poszłam właśnie tym tropem wybierając prezent w imieniu dzieci. Domyślacie się ?

Zawsze ciężko podjąć się selekcji i wywołania zdjęć zapełniających dysk. Dużo mniej tych namacalnych zdjęć, wszystko na ekranach zamiast w tradycyjnej ramce. Pomyślałam, że świetnym rozwiązaniem na prezent dla taty będzie fotoksiążka. Ale taka, która skupi się na pokazaniu ojcostwa w pięknych kadrach. Uwydatni emocje unoszące się w powietrzu, kiedy zerkam na nich ukradkiem z wygodnej kanapy lub ławki przy boisku. 
Zaniedbałam wywoływanie zdjęć i wkładanie ich w klasyczne albumy. Nim ogarnę zaległości, myślę że taka książka uwydatni to co najważniejsze w więzi Taty z dziećmi i będzie piękną pamiątką.






Przy dzieciach brakuje czasu, na tworzenie pokolei każdej strony. Tu biję brawo za pomysł PRINTU z szablonami, bo dzięki nim prezent dla taty moich dzieci powstał naprawdę szybko. Najważniejszym elementem tworzenia fotoksiążki był dobór zdjęć i tu najwięcej czasu potrzebowałam. A żeby niespodzianka stała się niespodzianką, kryłam się z tym ;)

Całość stworzyłam internetowo, wgrywając zdjęcia z dysku, a nawet Instagrama. Efekt wyszedł bardzo zadowalający. Czekałam kilka dni i samodzielnie zaprojektowana książka z pięknymi fotografiami była już u nas. Zobaczcie sami jaką pamiątkę będzie miał Tata Martynki i Kacpra




Masz chęć na własną fotoksiążkę ?
Specjalnie dla moich czytelników mam, aż 47 % rabat ! :)
Rowerowy szał, czas start. Jak nauczyć jeździć dziecko na dwóch kółkach w kilka minut ?

Rowerowy szał, czas start. Jak nauczyć jeździć dziecko na dwóch kółkach w kilka minut ?

Dobrze przeczytałaś, można nauczyć dziecko jazdy na dwóch kółkach w kilka minut. Też nie wierzyłam, bo w głowie zakładałam w najkrótszym czasie kilka dni. Ale rzeczywistość nas mega zaskoczyła. Powiem Ci jak wyglądała nauka jazdy u Martynki.




Jako dwulatka zaczęła swoją przygodę z biegówką, o ile początki nie były jakieś ekspresyjne tak później nawet szybkie zakupy w warzywniaku nie były możliwe bez rowerka. Potrafiła się rozpędzić i z nogami w powietrzu przejeżdżać naprawdę długie dystanse.
Kiedy wyrosła, widząc rówieśników kupiliśmy używaną szesnastkę. Wsiadła rok temu mając 4 lata i jechała na czterech kółkach, ale zero z tego frajdy. Pewnego dnia powiedziała, że nie będzie nim jeździć i tyle. Nie zmuszaliśmy, zresztą na jazdę na dwóch kółkach była jeszcze za mała, bo nie sięgała swobodnie przednią częścią stopy o podłoże.
W tym roku sama mówiła, że chce odczepić kółka i się nauczyć. Powiedziałam zatem mężowi, że fajnie jak się w to tak na maksa zaangażujemy zwłaszcza jeśli tak bardzo chce. W miniony weekend, odkręciliśmy małe kółka i poszliśmy na pobliskie boisko. Spokojne miejsce z dużą przestrzenią i w razie czego łagodnym upadkiem. Mąż nim wyszliśmy miał chwilę zawahania, czy aby małych kółek nie zabrać ze sobą, ja gdzieś tam miałą wizję kija by łatwiej było ją złapać (kondycję mam zerową). Już mieliśmy zaczynać, ale zapomnieliśmy kasku. Więc poszłam do domu, nie było mnie 3 minuty. Wracam na boisko, wręczam kask mężowi i patrzę w kierunku boiska, a Martyna sobie śmiga na dwóch kółkach szczęśliwa.

Pytam męża, ale jak to ? No trzymał za siodełko asekurując ją bardzo lekko i pojechała ! Byłam taka dumna ! Rany, ale zaskoczyła nas wszystkich :)


Wniosek nasuwa się jeden, rowerek biegowy to magiczna sprawa i bardzo ułatwiająca proces nauki jazdy na rowerze na dwóch kołach ! Więc jak tylko to możliwe należy dać dziecku taką możliwość.
Tak jak jazdy na rowerze się nie zapomina, tak samo łapania równowagi. Problem jedynie był chwilowy w pedałowaniu, bo łatwiej szło do tyłu.


WSKAZÓWKI - JAK POMÓC W NAUCE JAZDY NA DWÓCH KÓŁKACH 
  1. Nauka łapania równowagi na rowerku biegowym, w którym stopy pewnie przylegają do podłoża, lub mniejszy rower bez pedałów.
  2. Nauka pedałowania, np. na rowerze z doczepianymi kółkami. Wpinamy je tylko czasowo, by opanować ruch pedałowania. Później natychmiast odkręcamy.
  3. Tłumaczymy o połączeniu punktu 1 oraz 2 , asekurujemy trzymając za siodełko, nie koszulkę, czy kark. 
  4. Próbować najlepiej na otwartej dużej przestrzeni dla swobody.
  5. Nie panikujemy, dzieci to są bystrzachy !

Kask jest niezbędny i dłuższe spodnie lub po prostu nakolanniki takie jak do rolek :) 




Moja córcia, w trzecim dniu jazdy pojechała na rowerze w trasę z tatą, przejechała drogę do stadionu, kilka kółek dookoła niego, dojechała do parku. Tam przerwa, bo odpoczynkiem tego nie nazwę, na zabawę na placu zabaw i z powrotem do domu to samo. Była zawzięta i szczęśliwa ! My nie dowierzamy po dziś dzień :)
Cieszę się ogromnie, bo wycieczki rowerowe całą rodziną stają się możliwe, tylko muszę rozejrzeć się za fotelikiem rowerowym dla najmłodszego.
Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Chcę w prosty sposób pokazać Tobie, że karmienie piersią jest możliwe jeśli tylko uwierzysz w swoją moc. To nie będą tajniki magii, lecz przykłady z życia. Mam dwoje dzieci z czego dopiero za drugim razem, kiedy przygotowałam swoją głowę - udało mi się !

Niestety obecna sytuacja na temat karmienia jest uzależniona od tego na kogo trafisz na swej drodze ciąży oraz macierzyństwa. Prosto rzecz ujmując - weźmiesz udział w loterii. Jest też fajniejsza opcja, w której przejmiesz pałeczkę sama i wykorzystasz wolny czas na zdobycie cennej wiedzy, często bardzo różniącej się od tego co wiedzą nasze mamy, babki, koleżanki no i niestety położne oraz lekarki również.
W momencie kiedy piszę ten tekst mój synek ma 1,5 roku i przez ten czas jest nadal karmiony piersią. Jestem z tego ogromnie dumna :) Choć zakładałam najpierw pół, potem rok... Miałam chwile zwątpienia kiedy mnie świadomie gryzł. Ale trwamy nadal karmiąc się.



Przygotowanie głowy to klucz, ponieważ spotkasz się na pewno z wiedzą wprowadzającą w błąd, a stosując się do zaleceń szybko zażegnasz karmienie piersią. Już w szpitalu będąc zmęczona i obolała po porodzie, kiedy emocje opadają, a zmęczenie bierze górę mogą lub będą próbować wcisnąć wam mleko modyfikowane.
Dla mamy karmiącej lub chcącej karmić piersią mm to wróg. Każda butla, każda kropla sztucznego mleka oddala od karmienia piersią. Rozleniwia malucha do ssania (ssanie smoczka, a piersi to dwie różniące się czynności), o zaburzeniach flory bakteryjnej nie mówiąc. Bóle brzuszka itd. 

Będąc po drugim porodzie, sama przystawiłam synka i karmiłam po prostu. Pielęgniarki zobaczyły, że karmię i nikt się nam nie wtrącał. Miałam w sobie takiego powera, że chcę i damy radę ! Co chyba szło odczuć. Mleka modyfikowanego nawet nie spróbowano nam zaproponować.


POCZUCIE WINY JUŻ OD SZPITALA - znasz to ?

- Płacze ? głodny i pewnie boli go brzuszek.
- Nie ma Pani mleka, nie najada się.
- Co pani jadła ? A to na pewno od kapusty! Dieta, żadnych dżemów dziewczyno to Twoja wina, że teraz ryczy !
- Nie chce ssać, bo ma pani płaskie/wklęsłe brodawki, konieczne są kapturki.

To tylko część słów wypowiadanych przez specjalistów, lekarzy, położne wpędzające w poczucie winy !


WSPARCIE - nie bój się go szukać
 
Jako świeżo upieczona mama bez względu na to, czy to twoje pierwsze, czy kolejne dziecko - powinnaś mieć poczucie wsparcia. Połóg jest ciężkim czasem, huśtawka nastroju i szalejące hormony nie ułatwiają. Dlatego mnie osobiście bardzo boli, że opieka laktacyjna jest na mizernym poziomie. Mam na myśli zarówno szpital jak i pediatrów czy położne.
Warto poszukać samemu wiedzy w internecie, który na całe szczęście jest bogaty w skarbnice wiedzy laktacyjnej. Wiedza, która buduje i wyprowadza z zakłopotania laktacyjnego czy każdego innego zwątpienia, czy niewiedzy !

Jeśli masz problem, wątpliwości związane z karmieniem, poproś o spotkanie certyfikowanego doradcę laktacyjnego. Razem znajdziecie drogę by swobodnie karmić piersią. W celu poszerzenia swej wiedzy mogę z czystym sumieniem polecić Ci kilka źródeł, z których sama korzystałam, korzystam i polecam koleżankom na początku mlecznej drogi.  

Karmienie piersią - grupa karmienia piersią na FB


NIE NAJADA SIĘ
 W pierwszych dobach wystarczy zaledwie kilka kropel siary, potem mleka by zaspokoić głód. Ssanie zaś działa na zasadzie zamawiania. Maluch składa zamówienie by w piersiach uruchomić produkcję, bo jest zapotrzebowanie. To jak w biznesie, jedno bez drugiego nie pociągnie jak należy :)
Zaufaj naturze. Sprytna zorganizowała sobie skuteczny instynkt, bez wspomagaczy z zewnątrz. Karmcie się żeby rozbujać produkcję. Pierwsze trzy miesiące są Wasze.
Pamiętam jak rwało mnie do roboty, miałam momenty w których czułam się totalnie kiepską mamą, bo tylko karmiłam, karmiłam, karmiłam. Drugie dziecko też miało potrzebę mamy. Chciałam naraz za dużo wziąć na siebie. Naprawdę na obowiązki domowe przyjdzie czas. Męska część rodziny jak ugotuje, czy pomyje podłogę to korona z głowy nie spadnie. A wręcz może z tego zrobić fajny sposób na spędzenie czasu ze starszym rodzeństwem :) Po rozbujaniu laktacji jest już naprawdę prosto i przyjemnie :)

MASZ MLEKO W PIERSIACH ! A LAKTATOR NIE JEST MIARĄ ILOŚCI MLEKA W PIERSIACH 

Nie raz słyszę od koleżanek, że tracą pokarm bo laktator niewiele już ściąga, a dziecko w przewadze wcina mleko modyfikowane.
Jedyną opcją jest karmienie piersią, wywalenie butelek i smoczków, no i zatkanie uszu na porady z poprzedniej ery życia ;). Brzmi banalnie ale działa cuda. Sama karmię 18 miesięcy, a laktatorem nie wycisnę ani kropelki :) Uwierz, nasze piersi mają mega moc !


DIETA MATKI KARMIĄCEJ NIE ISTNIEJE
Od pierwszych chwil, można jeść śmiało wszystko. Oczywiście nie naraz, nie na trzech talerzach. Tak by móc dziecko obserwować względem ewentualnych wysypek pokarmowych. Ale nie należy rezygnować jeśli masz chęć na pizzę, zjedz ją kawałek ale zjedz. Nieszczęśliwa mama to i dziecko. A to naprawdę maluchowi nie zaszkodzi. Wszystko jest dla ludzi.

NIE MA RURKI ŁACZĄCEJ ŻOŁĄDEK Z PIERSIAMI !
 
Zatem mleko nie będzie gazowane po wypiciu Coca-coli, nie będzie tłuściejsze po żeberkach, nie będzie rozsadzało malucha po bigosie, czy fasolce po bretońsku. Jeśli zaszkodzą, to tylko mamie bo są po prostu dla każdego ciężkostrawne. 



LAKTACYJNY LEKSYKON LEKÓW - dowiedz się, czy dany lek możesz brać karmiąc ? 

Przede wszystkim ogrom lekarzy nie ma nawet pojęcia o istnieniu Laktacyjnego Leksykoniu Leków ! Upierają się, że szkodzi niemal każdy lek, poza Paracetamolem ;) bo przechodzi do mleka. Bzdura. Warto więc informować o tym leksykonie lub szukać specjalisty pro karmienie piersią.

Nie wiesz czy wolno Ci przyjmować dany lek, sprawdź po nazwie substancji czynnej !


Dla objaśnienia krótka legenda dot. laktacji:
L1 "najbezpieczniejsze”
L2 „bezpieczniejsze”
L3 „prawdopodobnie bezpieczne”
L4 „prawdopodobnie szkodliwe”
L5 „szkodliwe

BÓL I INFEKCJE

Często łapią nas infekcje, przeziębienia, bóle głowy. Tutaj rozpiska co nam wolno, czym się ratować:


Karmienie jest po prostu wygodne :)
Daje cudowną więź z dzieckiem, chemię, emocje. Karmienie piersią rewelacyjnie sprawdza się w chorobie dziecka, czy ząbkowaniu. Przeciwciała przekazywane w mleku robią tyle dobra :)
Minusem dla mnie jest etap gryzienia sutków przy okazji nowych zębów które fajnie jest testować. Wtedy miałam mocny kryzys  i chciałam zrezygnować. Bywało naprawdę boleśnie. Ale tłumaczenie i reagowanie, bardzo dużo pomogło.

Na dzień dzisiejszy karmienia mamy mniej, ale cenię sobie każdą kolejną chwilę z moim mlecznym skrzatem :)

Wiem wpis troszkę przydługawy się zrobił, ale to wiedza w pigułce którą warto mieć i się nią dzielić. Nie pozwólmy psuć innym naszych laktacji, przez powielaniem bredni ! Ściskam Cię mocno Mamo i trzymam ogromnie mocno kciuki za Waszą mleczną drogę <3
Jeśli masz jakieś pytania, a ja będę mogła pomóc będzie mi niezmiernie miło :) śmiało więc pisz.

Da się znaleźć szczęście w codzienności, tylko czasem musi się coś wydarzyć...

Da się znaleźć szczęście w codzienności, tylko czasem musi się coś wydarzyć...

Już kilka razy zdarzyło mi się wspominać, że wracam do blogowania i do Was tutaj. Planowałam wpisy, tworzyłam skrupulatnie mój plan jak to ugryźć, by było po mojemu. Gdzieś coś mnie blokowało, ograniczało, przypierało do muru i nie pozwoliło wystartować. Ktoś powie, phii co ona plecie, jaki problem zacząć po prostu pisać ? Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Splot wydarzeń wraz z powrotem męża z emigracji, szukanie pracy, problemy finansowe spowodowały, że wszystko kręciło się wokół jednego. Męczyło, wyciskało ostatnie siły i fizycznie nie pozwalało usiąść przed komputerem. Smutek, łzy i brak chęci na wstanie z łózka. Było źle. Mamy dwójkę dzieci, a ich humory czy potrzeby nie zawsze szły w parze z naszym nastrojem.
Szukałam w sobie motywacji, jakiegoś punkciku, by mieć na czym się zawiesić i od tego zacząć. Analizowałam swoje zainteresowania i umiejętności. Zastanawiałam się co mogłabym robić świetnie by poczuć, że poza codziennością, problemami i byciem mamą, jestem spełniona i szczęśliwa. A przede wszystkim, że się do czegoś nadaję. Miałam silne poczucie tego, że jestem beznadziejna...
Brak możliwości pójścia do pracy, poniekąd pogłębiał mój stan. Czułam się bezradna i bezużyteczna. Miałam silną potrzebę robienia czegoś ponad obowiązki domowe.


Najpierw więc szukałam inspiracji do działania w otoczeniu. Czytałam liczne artykuły, patrzyłam jak to robią inni ludzie, że przychodzi im to tak lekko. Zamiast sobie pomóc, pogorszyłam mój stan. Każdy ma swoją taktykę, ale ten blask, luksus i często powiew bogactwa mnie zwyczajnie przyćmił. Biznes plany i pełen profesjonalism od pierwszych wpisów lub tona współprac zalewająca blog i przykrywająca jego wartości. Od tamtej pory selekcjonuje to co oglądam na instagramie, czy facebooku. Śniadaniówki zaczynają mnie drażnić do potęgi entej.

Blogowanie było zawsze moją odskocznią od mamusiowania, możliwością realizowania się, a nie siedzenia bezczynnie. Dlatego zależy mi, by znaleźć swój nurt i nie usunąć tego miejsca. Dlatego chcę pracować nad tym miejscem. Dalej myślałam jak zrobić, by mój czytelnik szukający odskoczni, bazy motywacji, luźnych ciekawych tekstów, nie czuł się przytłoczony jak ja.

Sekretem jest przestawienie głowy na tryb - da się znaleźć szczęście w codzienności i zwykłych rzeczach. 
No i tak przeglądając dzisiaj kartę pamięci z aparatu, dostrzegłam piękno w zdjęciach, które początkowo miały być takie tylko dla nas. Bo tu brudno, bo tam dziura w ścianie od dobijania jeździka. Tam wysypujący się kosz na pranie z brudami, czy ja ze wczorajszym makijażem, a jeśli już ze świeżym, to próby zdjęcia w lustrze okazały się ujawnieniem upaćkanej szyby. Ale to moje i mojej rodziny życie, nasza codzienność i normalność. Nie chcę kreować czegoś z czym nie mam nic wspólnego.





Wstydziłam się swojej normalności, bo to co wokół mnie powiewało idealizmem, czy sztucznością. Tak kreują świat media. Łatwo jest wpaść i być samym częścią tego wyścigu. Zwłaszcza kiedy masz gorszy czas. Dlatego, chcę pokazać, że normalność może iść w parze z blogowaniem oraz kreowaniem społecznościówek. Sądzę, że znajdzie to swoich wiernych odbiorców.

Za dużo złego się działo i tworzyło złe emocje. Brakowało sił na zebranie się do kupy. Chęć odmulenia się, uciekanie w wirtualny świat, facebook, instagram dawała odwrotny skutek. Szukam nadal siebie, ale już czuję że łatwiej mi, bo czuję szczęście patrząc na nieład i normalność. Czerpię szczęście z umazanych buzinek, podłogi i śmiechu na cały głos o 6:00 rano. Zrozumiałam, że postawiłam za wysoko poprzeczkę. A przecież mam wokół siebie tak cenne istotki. Z nimi i dla nich, problemy będą lekkim pagórkiem do przeskoczenia. Bo znalazłam w codzienności szczęście i ono mnie napędza.

Musiało się coś wydarzyć, by zrozumieć...
TULA - najlepsze nosidło dla dziecka i rodzica.

TULA - najlepsze nosidło dla dziecka i rodzica.

Zamknij oczy i ponieś się fantazji... Ty sama, dwoje dzieci, śmieci do wyniesienia, zakupy do zrobienia, posiłki. Nie masz auta, prawa jazdy ani męża u boku co by pomógł ogarnąć codzienność. Musisz zalecieć tu do przedszkola, tam do lekarza. Ząbkowanie, choroby i maruderstwo. Dołóż sobie zimę i nie odśnieżone chodniki, zakopujący się wózek... No jak dać radę i nie zakląć?
Ja mam przyjaciółkę, szmacianą... Ale porządna dziewczyna ! Stylowa, gustowna i bardzo praktyczna. Moja ukochana Tula !!! - najlepsze nosidło dla dziecka.

Ratuje mą codzienność od pół roku, przez co daję radę z wszystkim. Czasem się upocę zakładając ją na zimową kurtkę, ale mniej niż gdybym miała wszystko ogarnąć we dwie ręce. Nie mogę doczekać się wiosny (która tuż za rogiem, bo wokół zaczynam dostrzegać pączki i zieleń), lżejszego ubierania i TULA'nia.



Kacper jest coraz cięższy, więc bardziej sprawdza nam się noszenie na plecach. On wiele widzi, a moje plecy lepiej to znoszą. Nie wiem jeszcze jak ogarnąć to gdyby mu się zasnęło na tych plecach... bo kapturka sobie założyć nie pozwala, dostaje ataku złości momentalnie.

Idąc ulicą wzbudzamy zachwyt, choć są osoby które rzucą "ale mu w tym ciasno", czy "chyba mu niewygodnie". Zdarza się też usłyszeć: "ale Ci dobrze blisko mamy, masz ciepło i miło" :)
Tula, to choroba, bo mając jedną Tulę, zamawiałabym kolejne wzory... No ale to wydatek rzędu kilku stówek. Może ktoś powiedzieć, że dużo. Ale ja ręczę za wykonanie. To inwestycja, bo używane nosidło sprzedaje się równie sprawnie i wiele się nie traci finansowo. Potem odrobinę dołożyć i kupować toddlera dla starszaka (w okolicy spodni rozmiaru 92). Taki mam zamiar. Wzory przepiękne... nasza obecna to Equilateral.
Kiedy i gdzie najlepiej zacząć nosić w Tuli?
Nie jestem zwolennikiem wkładek niemowlęcych. Zatem jeśli nosić malucha to dopiero w momencie kiedy potrafi samodzielnie siadać. To najbezpieczniejszy moment, jak i pełna frajda z noszenia. Dzieci lubią czuć bliskość, są bezpieczne i spokojne.

Nie zawsze jest sens zabierania ze sobą wózka. Nigdy nie przeraziła Cię ilość schodów w sklepie ? Nigdy nie fuknęłaś pod nosem, że znowu wnosić wózek trzeba, a w okolicy nikogo by poprosić o pomoc ? Może jesteś całymi dniami sama z dzieckiem, albo jedziecie na wycieczkę, wakacje ?
W każdej z tych sytuacji Tula jest niezawodna.

Jakie wrażenia są po przesiadce z chusty na Tulę ?

Przede wszystkim, wow jak ją się szybko zakłada ! Kwestia wyregulowania pasów i wczucia się w nią. Nosząc dziecko z przodu, dziwi jedynie uczucie wolnych, nie opatulonych pleców (mania z motania w kieszonkę).

Minusy ?

Dla mnie jedynym jest ciemny canvas i obłażenie paprochów. Ale z tym upora się rolka do ubrań, czyli tak jakby wad nie było :)

Bezpieczeństwo jest ważne nawet przy doborze nosidła ! Najważniejsze by nóżki były w odpowiedniej pozycji "na żabkę", plecki ułożone w literkę'C' (posadzona pupa na materiale, a nie pasie), no i by materiał z Tuli nie wbijał się w doły podkolanowe. To wszystko jest niezbędne do komfortowego noszenia. Tula może być również za duża !


Swoją Tulę kupiłam w sklepie MamaZen.pl. Przy okazji comiesięcznego Tula Day, można kupić nosidło ze sporym rabatem (około -12% od ceny regularnej po zapisaniu do newslettera). Gorąco polecam !

Zachęcam Was również do przyłączenia się, do rodziny Tulomaniaków na facebooku - klik, a jeśli macie jakieś pytanie, chętnie na nie odpowiem.
Plany na moje blogowanie

Plany na moje blogowanie


Pytacie czy się pogniewałam na te miejsce. Prawdę mówiąc już jakiś czas chciałam najpierw otwarcie przed sobą samą odpowiedzieć co powodem mej nieaktywności, by później móc napisać o tym na blogu.
Ile razy próbowałam sklecić post... Ale gdzieś tam przewijając mego facebookowego walla, czułam się przytłoczona, a nawet beznadziejna w tym co robiłam dotąd blogując. Kasowałam wszystko i zamykałam wściekła laptopa. No bo kurcze teraz bez planu, kampanii i wkładu finansowego to chyba już nikt nie bloguje... sobie myślałam.
Nie chcę pisać pod presją czasu czy współpracy. Nie chcę brać udziału w wyścigu na lepsze wpisy. Fajnie by było to w pełni moje miejsce, odskocznia od codzienności... która przy dwójce dzieci jest wymagająca. Chcę rozwijać się i robić coś dla siebie. Ile rzeczy ja się dowiedziałam w przeciągu tych pięciu lat ! Nowe relacje, wyzwania, pojęcia, spotkania raz za kiedy. Ale każdorazowo mnie to budowało i malowało uśmiech. Pisanie dla przyjemności - to o to w tym chodzi. Banalne, prawda ?

Chcę przede wszystkim dzielić się z wami tym co wiem. Chcę być wsparciem dla swoich czytelników, dobrą koleżanką. Oj, jakby cudownie było razem napędzać te miejsce !

Najciężej jest wrócić, wpaść w ten fajny rytm gdzie słowa same się niosą i piszą. Ale wierzę, że uda mi się obudzić z powrotem te miejsce. Z lekkością i swojskim klimatem. Tego mi najbardziej brakuje w blogosferze - by czuć tę swojskość i charakter autora. Spróbuję :)







Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger