Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Przygotuj głowę do karmienia piersią. Opowiem Ci o moim kluczu do sukcesu.

Chcę w prosty sposób pokazać Tobie, że karmienie piersią jest możliwe jeśli tylko uwierzysz w swoją moc. To nie będą tajniki magii, lecz przykłady z życia. Mam dwoje dzieci z czego dopiero za drugim razem, kiedy przygotowałam swoją głowę - udało mi się !

Niestety obecna sytuacja na temat karmienia jest uzależniona od tego na kogo trafisz na swej drodze ciąży oraz macierzyństwa. Prosto rzecz ujmując - weźmiesz udział w loterii. Jest też fajniejsza opcja, w której przejmiesz pałeczkę sama i wykorzystasz wolny czas na zdobycie cennej wiedzy, często bardzo różniącej się od tego co wiedzą nasze mamy, babki, koleżanki no i niestety położne oraz lekarki również.
W momencie kiedy piszę ten tekst mój synek ma 1,5 roku i przez ten czas jest nadal karmiony piersią. Jestem z tego ogromnie dumna :) Choć zakładałam najpierw pół, potem rok... Miałam chwile zwątpienia kiedy mnie świadomie gryzł. Ale trwamy nadal karmiąc się.



Przygotowanie głowy to klucz, ponieważ spotkasz się na pewno z wiedzą wprowadzającą w błąd, a stosując się do zaleceń szybko zażegnasz karmienie piersią. Już w szpitalu będąc zmęczona i obolała po porodzie, kiedy emocje opadają, a zmęczenie bierze górę mogą lub będą próbować wcisnąć wam mleko modyfikowane.
Dla mamy karmiącej lub chcącej karmić piersią mm to wróg. Każda butla, każda kropla sztucznego mleka oddala od karmienia piersią. Rozleniwia malucha do ssania (ssanie smoczka, a piersi to dwie różniące się czynności), o zaburzeniach flory bakteryjnej nie mówiąc. Bóle brzuszka itd. 

Będąc po drugim porodzie, sama przystawiłam synka i karmiłam po prostu. Pielęgniarki zobaczyły, że karmię i nikt się nam nie wtrącał. Miałam w sobie takiego powera, że chcę i damy radę ! Co chyba szło odczuć. Mleka modyfikowanego nawet nie spróbowano nam zaproponować.


POCZUCIE WINY JUŻ OD SZPITALA - znasz to ?

- Płacze ? głodny i pewnie boli go brzuszek.
- Nie ma Pani mleka, nie najada się.
- Co pani jadła ? A to na pewno od kapusty! Dieta, żadnych dżemów dziewczyno to Twoja wina, że teraz ryczy !
- Nie chce ssać, bo ma pani płaskie/wklęsłe brodawki, konieczne są kapturki.

To tylko część słów wypowiadanych przez specjalistów, lekarzy, położne wpędzające w poczucie winy !


WSPARCIE - nie bój się go szukać
 
Jako świeżo upieczona mama bez względu na to, czy to twoje pierwsze, czy kolejne dziecko - powinnaś mieć poczucie wsparcia. Połóg jest ciężkim czasem, huśtawka nastroju i szalejące hormony nie ułatwiają. Dlatego mnie osobiście bardzo boli, że opieka laktacyjna jest na mizernym poziomie. Mam na myśli zarówno szpital jak i pediatrów czy położne.
Warto poszukać samemu wiedzy w internecie, który na całe szczęście jest bogaty w skarbnice wiedzy laktacyjnej. Wiedza, która buduje i wyprowadza z zakłopotania laktacyjnego czy każdego innego zwątpienia, czy niewiedzy !

Jeśli masz problem, wątpliwości związane z karmieniem, poproś o spotkanie certyfikowanego doradcę laktacyjnego. Razem znajdziecie drogę by swobodnie karmić piersią. W celu poszerzenia swej wiedzy mogę z czystym sumieniem polecić Ci kilka źródeł, z których sama korzystałam, korzystam i polecam koleżankom na początku mlecznej drogi.  

Karmienie piersią - grupa karmienia piersią na FB


NIE NAJADA SIĘ
 W pierwszych dobach wystarczy zaledwie kilka kropel siary, potem mleka by zaspokoić głód. Ssanie zaś działa na zasadzie zamawiania. Maluch składa zamówienie by w piersiach uruchomić produkcję, bo jest zapotrzebowanie. To jak w biznesie, jedno bez drugiego nie pociągnie jak należy :)
Zaufaj naturze. Sprytna zorganizowała sobie skuteczny instynkt, bez wspomagaczy z zewnątrz. Karmcie się żeby rozbujać produkcję. Pierwsze trzy miesiące są Wasze.
Pamiętam jak rwało mnie do roboty, miałam momenty w których czułam się totalnie kiepską mamą, bo tylko karmiłam, karmiłam, karmiłam. Drugie dziecko też miało potrzebę mamy. Chciałam naraz za dużo wziąć na siebie. Naprawdę na obowiązki domowe przyjdzie czas. Męska część rodziny jak ugotuje, czy pomyje podłogę to korona z głowy nie spadnie. A wręcz może z tego zrobić fajny sposób na spędzenie czasu ze starszym rodzeństwem :) Po rozbujaniu laktacji jest już naprawdę prosto i przyjemnie :)

MASZ MLEKO W PIERSIACH ! A LAKTATOR NIE JEST MIARĄ ILOŚCI MLEKA W PIERSIACH 

Nie raz słyszę od koleżanek, że tracą pokarm bo laktator niewiele już ściąga, a dziecko w przewadze wcina mleko modyfikowane.
Jedyną opcją jest karmienie piersią, wywalenie butelek i smoczków, no i zatkanie uszu na porady z poprzedniej ery życia ;). Brzmi banalnie ale działa cuda. Sama karmię 18 miesięcy, a laktatorem nie wycisnę ani kropelki :) Uwierz, nasze piersi mają mega moc !


DIETA MATKI KARMIĄCEJ NIE ISTNIEJE
Od pierwszych chwil, można jeść śmiało wszystko. Oczywiście nie naraz, nie na trzech talerzach. Tak by móc dziecko obserwować względem ewentualnych wysypek pokarmowych. Ale nie należy rezygnować jeśli masz chęć na pizzę, zjedz ją kawałek ale zjedz. Nieszczęśliwa mama to i dziecko. A to naprawdę maluchowi nie zaszkodzi. Wszystko jest dla ludzi.

NIE MA RURKI ŁACZĄCEJ ŻOŁĄDEK Z PIERSIAMI !
 
Zatem mleko nie będzie gazowane po wypiciu Coca-coli, nie będzie tłuściejsze po żeberkach, nie będzie rozsadzało malucha po bigosie, czy fasolce po bretońsku. Jeśli zaszkodzą, to tylko mamie bo są po prostu dla każdego ciężkostrawne. 



LAKTACYJNY LEKSYKON LEKÓW - dowiedz się, czy dany lek możesz brać karmiąc ? 

Przede wszystkim ogrom lekarzy nie ma nawet pojęcia o istnieniu Laktacyjnego Leksykoniu Leków ! Upierają się, że szkodzi niemal każdy lek, poza Paracetamolem ;) bo przechodzi do mleka. Bzdura. Warto więc informować o tym leksykonie lub szukać specjalisty pro karmienie piersią.

Nie wiesz czy wolno Ci przyjmować dany lek, sprawdź po nazwie substancji czynnej !


Dla objaśnienia krótka legenda dot. laktacji:
L1 "najbezpieczniejsze”
L2 „bezpieczniejsze”
L3 „prawdopodobnie bezpieczne”
L4 „prawdopodobnie szkodliwe”
L5 „szkodliwe

BÓL I INFEKCJE

Często łapią nas infekcje, przeziębienia, bóle głowy. Tutaj rozpiska co nam wolno, czym się ratować:


Karmienie jest po prostu wygodne :)
Daje cudowną więź z dzieckiem, chemię, emocje. Karmienie piersią rewelacyjnie sprawdza się w chorobie dziecka, czy ząbkowaniu. Przeciwciała przekazywane w mleku robią tyle dobra :)
Minusem dla mnie jest etap gryzienia sutków przy okazji nowych zębów które fajnie jest testować. Wtedy miałam mocny kryzys  i chciałam zrezygnować. Bywało naprawdę boleśnie. Ale tłumaczenie i reagowanie, bardzo dużo pomogło.

Na dzień dzisiejszy karmienia mamy mniej, ale cenię sobie każdą kolejną chwilę z moim mlecznym skrzatem :)

Wiem wpis troszkę przydługawy się zrobił, ale to wiedza w pigułce którą warto mieć i się nią dzielić. Nie pozwólmy psuć innym naszych laktacji, przez powielaniem bredni ! Ściskam Cię mocno Mamo i trzymam ogromnie mocno kciuki za Waszą mleczną drogę <3
Jeśli masz jakieś pytania, a ja będę mogła pomóc będzie mi niezmiernie miło :) śmiało więc pisz.

Da się znaleźć szczęście w codzienności, tylko czasem musi się coś wydarzyć...

Da się znaleźć szczęście w codzienności, tylko czasem musi się coś wydarzyć...

Już kilka razy zdarzyło mi się wspominać, że wracam do blogowania i do Was tutaj. Planowałam wpisy, tworzyłam skrupulatnie mój plan jak to ugryźć, by było po mojemu. Gdzieś coś mnie blokowało, ograniczało, przypierało do muru i nie pozwoliło wystartować. Ktoś powie, phii co ona plecie, jaki problem zacząć po prostu pisać ? Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Splot wydarzeń wraz z powrotem męża z emigracji, szukanie pracy, problemy finansowe spowodowały, że wszystko kręciło się wokół jednego. Męczyło, wyciskało ostatnie siły i fizycznie nie pozwalało usiąść przed komputerem. Smutek, łzy i brak chęci na wstanie z łózka. Było źle. Mamy dwójkę dzieci, a ich humory czy potrzeby nie zawsze szły w parze z naszym nastrojem.
Szukałam w sobie motywacji, jakiegoś punkciku, by mieć na czym się zawiesić i od tego zacząć. Analizowałam swoje zainteresowania i umiejętności. Zastanawiałam się co mogłabym robić świetnie by poczuć, że poza codziennością, problemami i byciem mamą, jestem spełniona i szczęśliwa. A przede wszystkim, że się do czegoś nadaję. Miałam silne poczucie tego, że jestem beznadziejna...
Brak możliwości pójścia do pracy, poniekąd pogłębiał mój stan. Czułam się bezradna i bezużyteczna. Miałam silną potrzebę robienia czegoś ponad obowiązki domowe.


Najpierw więc szukałam inspiracji do działania w otoczeniu. Czytałam liczne artykuły, patrzyłam jak to robią inni ludzie, że przychodzi im to tak lekko. Zamiast sobie pomóc, pogorszyłam mój stan. Każdy ma swoją taktykę, ale ten blask, luksus i często powiew bogactwa mnie zwyczajnie przyćmił. Biznes plany i pełen profesjonalism od pierwszych wpisów lub tona współprac zalewająca blog i przykrywająca jego wartości. Od tamtej pory selekcjonuje to co oglądam na instagramie, czy facebooku. Śniadaniówki zaczynają mnie drażnić do potęgi entej.

Blogowanie było zawsze moją odskocznią od mamusiowania, możliwością realizowania się, a nie siedzenia bezczynnie. Dlatego zależy mi, by znaleźć swój nurt i nie usunąć tego miejsca. Dlatego chcę pracować nad tym miejscem. Dalej myślałam jak zrobić, by mój czytelnik szukający odskoczni, bazy motywacji, luźnych ciekawych tekstów, nie czuł się przytłoczony jak ja.

Sekretem jest przestawienie głowy na tryb - da się znaleźć szczęście w codzienności i zwykłych rzeczach. 
No i tak przeglądając dzisiaj kartę pamięci z aparatu, dostrzegłam piękno w zdjęciach, które początkowo miały być takie tylko dla nas. Bo tu brudno, bo tam dziura w ścianie od dobijania jeździka. Tam wysypujący się kosz na pranie z brudami, czy ja ze wczorajszym makijażem, a jeśli już ze świeżym, to próby zdjęcia w lustrze okazały się ujawnieniem upaćkanej szyby. Ale to moje i mojej rodziny życie, nasza codzienność i normalność. Nie chcę kreować czegoś z czym nie mam nic wspólnego.





Wstydziłam się swojej normalności, bo to co wokół mnie powiewało idealizmem, czy sztucznością. Tak kreują świat media. Łatwo jest wpaść i być samym częścią tego wyścigu. Zwłaszcza kiedy masz gorszy czas. Dlatego, chcę pokazać, że normalność może iść w parze z blogowaniem oraz kreowaniem społecznościówek. Sądzę, że znajdzie to swoich wiernych odbiorców.

Za dużo złego się działo i tworzyło złe emocje. Brakowało sił na zebranie się do kupy. Chęć odmulenia się, uciekanie w wirtualny świat, facebook, instagram dawała odwrotny skutek. Szukam nadal siebie, ale już czuję że łatwiej mi, bo czuję szczęście patrząc na nieład i normalność. Czerpię szczęście z umazanych buzinek, podłogi i śmiechu na cały głos o 6:00 rano. Zrozumiałam, że postawiłam za wysoko poprzeczkę. A przecież mam wokół siebie tak cenne istotki. Z nimi i dla nich, problemy będą lekkim pagórkiem do przeskoczenia. Bo znalazłam w codzienności szczęście i ono mnie napędza.

Musiało się coś wydarzyć, by zrozumieć...
TULA - najlepsze nosidło dla dziecka i rodzica.

TULA - najlepsze nosidło dla dziecka i rodzica.

Zamknij oczy i ponieś się fantazji... Ty sama, dwoje dzieci, śmieci do wyniesienia, zakupy do zrobienia, posiłki. Nie masz auta, prawa jazdy ani męża u boku co by pomógł ogarnąć codzienność. Musisz zalecieć tu do przedszkola, tam do lekarza. Ząbkowanie, choroby i maruderstwo. Dołóż sobie zimę i nie odśnieżone chodniki, zakopujący się wózek... No jak dać radę i nie zakląć?
Ja mam przyjaciółkę, szmacianą... Ale porządna dziewczyna ! Stylowa, gustowna i bardzo praktyczna. Moja ukochana Tula !!! - najlepsze nosidło dla dziecka.

Ratuje mą codzienność od pół roku, przez co daję radę z wszystkim. Czasem się upocę zakładając ją na zimową kurtkę, ale mniej niż gdybym miała wszystko ogarnąć we dwie ręce. Nie mogę doczekać się wiosny (która tuż za rogiem, bo wokół zaczynam dostrzegać pączki i zieleń), lżejszego ubierania i TULA'nia.



Kacper jest coraz cięższy, więc bardziej sprawdza nam się noszenie na plecach. On wiele widzi, a moje plecy lepiej to znoszą. Nie wiem jeszcze jak ogarnąć to gdyby mu się zasnęło na tych plecach... bo kapturka sobie założyć nie pozwala, dostaje ataku złości momentalnie.

Idąc ulicą wzbudzamy zachwyt, choć są osoby które rzucą "ale mu w tym ciasno", czy "chyba mu niewygodnie". Zdarza się też usłyszeć: "ale Ci dobrze blisko mamy, masz ciepło i miło" :)
Tula, to choroba, bo mając jedną Tulę, zamawiałabym kolejne wzory... No ale to wydatek rzędu kilku stówek. Może ktoś powiedzieć, że dużo. Ale ja ręczę za wykonanie. To inwestycja, bo używane nosidło sprzedaje się równie sprawnie i wiele się nie traci finansowo. Potem odrobinę dołożyć i kupować toddlera dla starszaka (w okolicy spodni rozmiaru 92). Taki mam zamiar. Wzory przepiękne... nasza obecna to Equilateral.
Kiedy i gdzie najlepiej zacząć nosić w Tuli?
Nie jestem zwolennikiem wkładek niemowlęcych. Zatem jeśli nosić malucha to dopiero w momencie kiedy potrafi samodzielnie siadać. To najbezpieczniejszy moment, jak i pełna frajda z noszenia. Dzieci lubią czuć bliskość, są bezpieczne i spokojne.

Nie zawsze jest sens zabierania ze sobą wózka. Nigdy nie przeraziła Cię ilość schodów w sklepie ? Nigdy nie fuknęłaś pod nosem, że znowu wnosić wózek trzeba, a w okolicy nikogo by poprosić o pomoc ? Może jesteś całymi dniami sama z dzieckiem, albo jedziecie na wycieczkę, wakacje ?
W każdej z tych sytuacji Tula jest niezawodna.

Jakie wrażenia są po przesiadce z chusty na Tulę ?

Przede wszystkim, wow jak ją się szybko zakłada ! Kwestia wyregulowania pasów i wczucia się w nią. Nosząc dziecko z przodu, dziwi jedynie uczucie wolnych, nie opatulonych pleców (mania z motania w kieszonkę).

Minusy ?

Dla mnie jedynym jest ciemny canvas i obłażenie paprochów. Ale z tym upora się rolka do ubrań, czyli tak jakby wad nie było :)

Bezpieczeństwo jest ważne nawet przy doborze nosidła ! Najważniejsze by nóżki były w odpowiedniej pozycji "na żabkę", plecki ułożone w literkę'C' (posadzona pupa na materiale, a nie pasie), no i by materiał z Tuli nie wbijał się w doły podkolanowe. To wszystko jest niezbędne do komfortowego noszenia. Tula może być również za duża !


Swoją Tulę kupiłam w sklepie MamaZen.pl. Przy okazji comiesięcznego Tula Day, można kupić nosidło ze sporym rabatem (około -12% od ceny regularnej po zapisaniu do newslettera). Gorąco polecam !

Zachęcam Was również do przyłączenia się, do rodziny Tulomaniaków na facebooku - klik, a jeśli macie jakieś pytanie, chętnie na nie odpowiem.
Plany na moje blogowanie

Plany na moje blogowanie


Pytacie czy się pogniewałam na te miejsce. Prawdę mówiąc już jakiś czas chciałam najpierw otwarcie przed sobą samą odpowiedzieć co powodem mej nieaktywności, by później móc napisać o tym na blogu.
Ile razy próbowałam sklecić post... Ale gdzieś tam przewijając mego facebookowego walla, czułam się przytłoczona, a nawet beznadziejna w tym co robiłam dotąd blogując. Kasowałam wszystko i zamykałam wściekła laptopa. No bo kurcze teraz bez planu, kampanii i wkładu finansowego to chyba już nikt nie bloguje... sobie myślałam.
Nie chcę pisać pod presją czasu czy współpracy. Nie chcę brać udziału w wyścigu na lepsze wpisy. Fajnie by było to w pełni moje miejsce, odskocznia od codzienności... która przy dwójce dzieci jest wymagająca. Chcę rozwijać się i robić coś dla siebie. Ile rzeczy ja się dowiedziałam w przeciągu tych pięciu lat ! Nowe relacje, wyzwania, pojęcia, spotkania raz za kiedy. Ale każdorazowo mnie to budowało i malowało uśmiech. Pisanie dla przyjemności - to o to w tym chodzi. Banalne, prawda ?

Chcę przede wszystkim dzielić się z wami tym co wiem. Chcę być wsparciem dla swoich czytelników, dobrą koleżanką. Oj, jakby cudownie było razem napędzać te miejsce !

Najciężej jest wrócić, wpaść w ten fajny rytm gdzie słowa same się niosą i piszą. Ale wierzę, że uda mi się obudzić z powrotem te miejsce. Z lekkością i swojskim klimatem. Tego mi najbardziej brakuje w blogosferze - by czuć tę swojskość i charakter autora. Spróbuję :)







Nasze życie na dwa domy. O emigracji i rozłące.

Nasze życie na dwa domy. O emigracji i rozłące.


Kiedyś sobie nawet marzyłam, by wyjechać do Anglii i zacząć tam żyć od nowa. Przecież mówią że jest lepiej niż tutaj, przecież wszyscy chwalą zarobki, relacje ludzkie i możliwości rozwoju. Rozłąka ? Eeee no jakoś da się żyć, przecież są inne możliwości kontaktowania się.

W rozmowach to zawsze takie proste, czarno na białym. Bez tych prawdziwych emocji... smutnych, które wraz z wyjazdem zadomawiają się z nami na dobre.
Taki był dla nas październik poprzedniego roku. Z morzem łez, drżącymi wargami. Z potokiem słów wypowiedzianych przez łzy, dusząc w gardle gulę. Bo to niby droga do naszej lepszej przyszłości. Ciężka decyzja która przeniesie się na nas wszystkich. A jeszcze trudniej, jeśli jesteśmy ludźmi rodzinnymi i emocjonalnymi.

Dzisiaj mijają trzy miesiące, kiedy ja z dziećmi i psem jestem tu, a nasz tata, mąż pracuje za granicą. Dzisiaj każdy jego zjazd jest mocą radości, a zamykające się drzwi z drugiej strony komunikatem - smutek. Niby musimy nauczyć się z tym żyć, zaakceptować że jakiś czas tak po prostu będzie. Ale ciężko wierzyć w coś, co jest sprzeczne z tym co czujesz. Siły potrzeba mnóstwo, bo ogarnięcie dzieci, domu, zakupów, lekarzy, chorób, spacerów z psem to bardzo wyczerpujący i ciężki czas. Samą robotą łatwo uciec od teraźniejszości, nie zaprzątając głowy tęsknotą. Wszystko co w głowie najtrudniej poukładać. Analizujesz, myślisz czy tędy droga.

Kiedy słucham mojej pięciolatki, gdy widzę jej tęsknotę i smutek wszystko co sobie dotąd w głowie poukładałam i założę... sypie się. Ciężko wtedy trzymać się w ryzach.

Dla dziecko to utrata pewnego gruntu pod nogami. Ona nie rozumie, że to na chwilę na krótki czas. Jako dziewczynka związana ze swoim tatusiem, chciałaby, by wracał codziennie do domu z pracy. Tak naprawdę najciężej jest w sferze dzieci. One nie zacisną zębów. Dla nich sprawa jest prosta, będę szczęśliwa gdy będziemy kompletni.Nie jesteśmy kompletni, trzeba wszcząć alarm.

Mamy problem przy rozstaniu w przedszkolu, jak i wtedy gdy nerwy sięgają zenitu i zdarzy mi się krzyknąć. Jest problem wieczorem, bo tata najlepiej czyta bajkę i usypia swoją obecnością. Zaobserwowałam też pewien regres, którym mała stara się zwrócić na siebie uwagę. Nie chce się ubierać, sprzątać po sobie. Byle jakość jakby do niej przylgnęła. 
Nie mam do niej pretensji, bo radzi sobie wyśmienicie ! Na tyle ile mały człowiek potrafi. Budują nas długie rozmowy, tłumaczenia jak i widywanie się z tatkiem na videorozmowie. To dodaje jej sił ! To daje jej możliwość przeżycia rozłąki w 100% bez niedomówień, czy oszustw.

Jedynie mam do siebie poniekąd żal, że nie mam w ogóle możliwości by mieć czas taki tylko i wyłącznie dla niej. Mały znosi to lepiej, bo nie jest do końca świadomy tego co się dzieje. Gdy dorwie tatę, mama schodzi na dalszy plan. Ale jest na tyle malutki, że bywa ze mną wszędzie. Tu zaś ja mam problem, boję się iść z malcem do kosmetyczki. Boję jechać na zakupy do galerii. Nie chcę robić wycieczek, bo be męża sensu to nie ma. Bo lepiej będzie jak wszyscy tam pojedziemy. No i perspektywa taszczenia się autobusem, też mnie paraliżuje. Prawka brakuje, samochodu. 
Pracuję nad akceptacją tego, pracuję nad wiarą w siebie, że dzieci u boku i emigracja nie muszą mnie wewnętrznie blokować. Nie muszę się czuć jak na "zawieszonym" trybie życia. Zabrakło realnych ludzi w mojej codzienności.
 
A przy okazji codziennie udowadniam sobie, że jestem silna ogarniając to wszystko fizycznie i psychicznie.

Czasem trzeba podjąć ciężką decyzję, która zwiastuje lepszą przyszłość dla naszej całej rodziny ! To ciężki czas, ale gdzieś tam na końcu jest radosne światełko. Jeszcze trochę i będziemy cieszyć się swoją kompletnością w tym szczęściu. To kolejna lekcja, umacniająca naszą więź.

I podsumowując... - Mama jest cudowna, ale nigdy nie zastąpi taty. Dlatego wierzę, że to naprawdę krótki epizod w naszym życiu.


Nowości zabawkowe Kacperka - Fisher Price

Nowości zabawkowe Kacperka - Fisher Price


No i stało się. Moje maleństwo już nie leży w miejscu plackiem, a przemieszcza się wszędzie. Raczkuje, wstaje, próbuje chodzić wzdłuż mebli przez co nie sposób uniknąć upadków i pierwszych ran do ojojania :) Są sposoby by zainteresować go czymś na chwilę, ale nieliczne.

Po pierwsze starsza siostra, która inspiruje i zaciekawia. Próbuje ją naśladować na każdym kroku, często niefortunnie lądując... zderza się tzw. chcieć, a móc :)
Druga sprawa, zabawki. Tych nigdy za wiele, choć staram się je dobierać rozsądnie. Nie jestem za tym by dzieci miały dostarczany nadmiar bodźców, ale czasem tzw. grajki są również potrzebne. 






Jestem wierna zabawkom Fisher-Price. Wiadomo są też piękne drewniane zabawki, ale w plastiku myślę, że przodują będąc niezniszczalnymi. Dowodem na to są zabawki po Martynie, które sporo przeszły, a teraz bawi się nimi w najlepsze Kacper. 

Nowością w skrzyni zabawek u małego, jest Pianinko Szczeniaczka i Pilot Szczeniaczka. Grają, święcą, mają różne tryby nauki i fajne piosenki wpadające w ucho zarówno mnie jak i dzieciom. Ostatnio złapałam się nawet na podśpiewywaniu alfabetu :P Mój mały kompozytor tworząc melodie robi tak cudowne miny, że poza koncertem mamy niezły kabaret.






Uwielbiam Fisher-Price za intensywne kolory, przyjemne motywy zwierzątek czy stworków, jakość i niezniszczalność. Mogę śmiało polecać np. na prezent urodzinowy czy z tzw. "okazji - bez okazji" ;) Najważniejsze, że dziecku dają frajdę, a mamie chwilę na zjedzenie śniadania, czy rozwieszenia prania mokrego w porę :)


Fizjoterapeuta dla niemowlaka - dlaczego tak późno trafiłam do niego z moimi dziećmi ?

Fizjoterapeuta dla niemowlaka - dlaczego tak późno trafiłam do niego z moimi dziećmi ?

Przynajmniej jedną wizytę u fizjoterapeuty powinno mieć zapewnione każde dziecko i to najlepiej w niedalekim czasie po narodzinach ! Kiedyś tej wiedzy nie było, dzisiaj jest tyle sposobów by pomóc, skorygować maluchy. Nie bój się, bo nie ma czego. To złoci ludzie, a przy tym fachowcy :)


Jak trafiliśmy do fizjoterapeuty ?

U nas było to upodobanie sobie jednej strony już w brzuszku. Kiedy Kacper przyszedł na świat ciągle układał główkę na prawą stronę. Położna, która odwiedzała nas w domu i pediatra radzili by podchodzić do niego od przeciwnej strony, podkładać wałki, książki, a nawet cukier owinięty w ręczniku... Wszystko byle by zblokować główkę. Miało to szybko pomóc i nie doprowadzić do zniekształcenia główki.




Kacper i tak znajdywał sobie warunki by poukładać się po swojemu. Stwierdziliśmy, niech śpi swobodnie. Koleżanka, która korzystała z terapii u fizjoterapeuty długi czas (mama wcześniaka) poleciła mi wizytę w konkretnej placówce. Mówię sobie, w sumie...co mi szkodzi. Jedna wizyta, a może nam pomogą. Niech sprawdzą czy się dobrze rozwija, a może też powiedzą coś nowego.

Dzisiaj wiem, że to najlepiej wydane pieniądze ! Najlepszy pomysł, a zarazem rada jaką dostaliśmy ! Dotąd wprowadzano nas w błąd, podchodzenie do dziecka od przeciwnej strony niż układa główkę spowodowałoby przerzucenie błędu na drugą stronę. Kacper musiał nauczyć się  i poczuć własny środek, własną oś, po to by rozróżniać lewą i prawą stronę. By zaniechać upodobanie sobie tylko jednej. Ćwiczenie bardzo proste - podchodzić od nóg, łóżeczko ułożyć tak by podchodzić od stopek. Zabawy na przewijaku, pierdzioszki w pępusiek, kładzenie dłoni czy zabawki na brzuszku by poczuł swój środek.  Nie uwierzycie ! Minął tydzień i już było widać efekty !

Spłaszczona główka u niemowlaka, wystające czółko.

Martwiła nas płasko główka z jednej strony, wysunięta jedna strona czółka do przodu i zwinięte uszko. Wszystko wynikiem upodobania jednej strony i słabszego napięcia mięśniowego.W głowie tliły się pytania, czy mu to zniknie, czy się zmieni. Jak pomóc, jak zrobić by nie musiał się kiedyś wstydzić siebie jako dorosły chłopak.

Deformacja czaszki, przez to, że głowa jest tak bardzo miękka w tym pierwszym okresie...ale również ciągłe leżenie noworodka plackiem, nie pomagają odciążyć główki. Polecono nam poduszkę HeadCare ze specjalnie wyżłobionym dołkiem, tak by główka nie stykała się z materacykiem i nie tworzył się ucisk, a przez to deformacja czaszki. Używaliśmy rozmiaru M, potem kiedy Kacper stał się bardziej ruchliwy zrezygnowaliśmy, bo i tak układał się po swojemu. Z tym, że przestał wybierać tylko jedną stronę co było wynikiem ćwiczeń.

Będąc pewnego razu na terapii z małym, rozmawialiśmy o starszej córce. Mówiłam, że muszę iść z nią do ortopedy. Bo coś mi nóżki krzywić zaczyna, pewnie jakieś wkładki będą potrzebne. Zostało mi to odradzone ! Pani zachęciła nas, by na kolejną terapię Kacperka zabrać ich oboje i wtedy sobie obejrzy Martynę. Tak zrobiliśmy.
Poprosiła Martynę, by zrobiła samolot, poskakała na jednej nodze. By z leżenia na wznak z rękami przed sobą spróbowała się podnieść. By leżąc na wielkiej piłce na brzuchu przeturlała się do przodu tak by wspierać się o piłkę tylko stopami.

Wystarczyła chwila byśmy się dowiedzieli, że mała ma słabe napięcie mięśniowe w brzuszku. Brzuch jest odpowiedzialny za prawidłową postawę człowieka. Jeżeli coś jest nie tak ciężar spada na miednicę, uda i kolana oraz stopki, Stąd tworzą się jakieś koślawości, na które ortopedzi zalecają wkładki. Dlaczego na bilansie dwu latka nie zwraca się na to uwagi, nie kieruje rodziców ? Poukładało się nam po 4 latach w całość dlaczego nasza córka cały czas pełzała, raczkować zaczęła w 11 miesiącu życia, a w 12 już poszła. Miała słaby brzuch i nie dała rady. Gdybyśmy wtedy trafili do fizjoterapeuty nie miała by tych problemów co teraz. Prawdopodobnie gdybyśmy nie zjawili się z Kacperkiem na rehabilitację byłoby za kilka lat podobnie.

Jestem oczarowana mocą fizjoterapeutów. Mam do ncih ogromny szacunek, za ciężką pracę i szeroką wiedzę. Gdybym mogła się cofnąć o kilka lat wstecz, pewnie poszłabym w tym kierunku. Niesamowitym jest, że jest tyle sposobów i ćwiczeń by wspomóc rozwój malucha. By go nakierować np. do raczkowania i przybierania prawidłowych postaw, by przygotować do siadu, nie sadzając :)

Uważam, że spotkania z fizjoterapeutą powinny być w pakiecie przed i po porodowym. Tak niewiele trzeba by pomóc i w późniejszym czasie nie latać po lekarzach z wyrzutami sumienia.. Choć wiadomo, że robi się dla dzieci to co najlepsze. Ale tak łatwo nie mając wiedzy zrobić krzywdę.

Dlatego świetnym pomysłem zamiast ciuszków w prezencie tuż po narodzinach, ofiarować wizytę u fizjoterapeuty :)


Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger