PRZYJAŹŃ: Jak pies z kotem... uszczęśliwiają dziecko


Jest z nami od ponad 4 lat. Zdecydowaliśmy się, by zamieszkał z nami czworonog jeszcze wtedy gdy byliśmy narzecześtwem, mieszkaliśmy w Bielsku. Wtedy gdy tygodniami byłam sama w pustym mieszkaniu, stwierdziliśmy że brakuje nam psa. W moim rodzinnym domu psa mieliśmy odkąd pamiętam. Stąd może moje przywiązanie do nich i uwielbienie.

Już wtedy gdy byłam w ciąży, a mój brzuch rosnął i rosnął... gsy pojawiać zaczęły siępierwsze kopniaki, a później wybrzuszenia co chwilę gdzie indziej. Wtedy ona tuliła się do brzucha jakby wiedząc, że w środku jest mały człowieczek. Gdy tylko kładłam się na łóżku by się wyciągnąć i rozprostować, nie mijało nawet 5 min i wylegiwała się tuż za mną wygrzewając mi krzyże.

Czytaliśmy wiele informacji w sieci na temat, jak najlepiej przygotować psa do pojawienia się w domu dziecka. Jak pomóc mu zrozumieć, że ten mały człowiek to nasza rodzina i wszyscy razem tworzyć będziemy rodzinę i nie wolno mu robić krzydwy.

Wybraliśmy najbardziej odpowiednią wg nas metodę. Dziś mogę stwierdzić, że to genialny sposób i działa. Wiadomo, że gdziekolwiek nie jesteśmy zbieramy zapachy z otoczenia, a pies, zwierzę o silnym instynkcie to wyczuje. Ważne więc, by przynosić ubranka maluszka do domu, do obwąchania i zapoznania się z zapachem wtedy gdy mama z maluszkiem jest jeszcze w szpitalu. Pamiętam jak dziś słowa "A wziąłeś ciuszki dla Megi?", Dbaliśmy o to by dostarczać je codziennie, by nasz powrót ze szpitala nie był tragiczny dla niej.

Z racji, że w szpitalu spędziłam tydzień, była to moja najdłuższa rozłąka z Megi. Piszczała za mną, mocno tęskniła.

Gdy nadszedł dzień wyjścia ze szpitala, gdy podjechaliśmy na parkin koło bloku... Wtedy mąż poszedł po psa na spacer, a ja wraz z małą i moim bratem spokojnie weszliśmy na górę. Chodziło głównie o to, by pies nas zastał w domu i zaakceptował tak jak nowy mebel w mieszkaniu który już jest ;) a nie byśmy tam wpadli z nieznajomym "obiektem". Mogłaby wtedy obszczekać nas jak obcego listonosza i bronić załóżmy terenu.
Taka taktyka pomaga psu oswoić się. Megi nie mogła się mną nacieszyć, obwąchała małą, kombinezonik, nosidełko. Zaakceptowała, mimo iż nie znała. A kilka godzin później nie odstępowała Martynki na krok. Czuwała przy niej, pilnowała. POKOCHAŁA :)



Całe życie Martynka ma towarzyszkę - PRZYJACIÓŁKĘ. Idealną kompankę do zabaw, pisków, gonitw. To ona mobilizowała ją do przekręcania się z plecków na brzuszek. Towarzyszyła w zwiedzaniu mieszkania gdy mała pełzała. Pomogła jej nauczyć się wstawać, leżąc na sofie i chrapiąc, co zainteresowało tak Martyśkę, że wstała.
Każdego poranka mała musi wyprzytulać na dzień dobry psinę, dać całusa w nochala, pogłaskać. Każdego dnia mają czas tylko dla siebie, gdzie bawią się wspólnie, a ja tylko obserwuję i najczęściej się śmieję. Każdego wieczoru daje dobranoc nam i psiakowi. Wracając z zakupów, spaceru do domu, to Martyna jest pierwsza witana przez psa. Megi służyła nam za modela, gdy uczyłiśmy się gdzie jest oczko, nosek, uszko, ogonek, łapka, brzuszek.

Wspólne posiłki nie są im obce. Najpierw podkradanie chrupków psich i rzucanie nimi po całym mieszkaniu, później kąpiele wodne w psiej misce. A zdarzyło się też że wspólnie jadły, dzieląc się kęs po kęsie.

Śmiejemy się z mężem, że nasz pies dla małej jest jak rodzeństwo. Trwa przy niej codziennie, kocha, szanuje. Razem tworzą niezłe larmo i rozwalają zabawki ;) Megi wie, że to dziecko i nie skrzywdzi. Do tego ma mega pokłady cierpliwości w sobie. Jest taka nie tylko dla małej, ale również dla dzieci w naszej rodzinie i przyjaciół.

Martyna ma niespełna 21 miesięcy, a widać jej wrażliwość do zwierząt. Rozpływa się widząc nawet reklamy w których psiaki, czy kociaki. Obcując ze zwierzętami od małego, na dzień dzisiejszy ma do nich ogromny szacunek. Wie, że to żywe stworzonka, które potrzebują miłości ale i delikatności. Wie że bić nie można. Za to, wtedy gdy miska pusta trzeba nalać wody :)

Niedawno miała swój debiut z kociakiem od Magdy z M jak Marcinek. Czułość i miłość od pierwszej chwili. Była równie delikatna jak dla psa. Cieszyła się całą sobą, że może być tu obok kociaka.



Nie jest łatwo posiadać psa i małe dziecko jednocześnie. Gdzie trzeba pogodzić obowiązki domowe, opiekę nad dzieckiem ze spacerami i zabawą z czworonogiem, podczas gdy tata w pracy i wraca późno. Nie jest łatwo, bo Beagle to żywioł ! Na szczęście lata szczenięce nie połączyły się nam z dorastaniem Martyśki :D bo byłby niezły armagedon. Póki co jakoś da się ogarnąć wszystko.

Zwierzę w domu jest najlepszą terapią, nauką wrażliwości, szacunku. Z czasem nauką tego, czym są obowiązki. A poza tym, zwierzę może być pierwszym prawdziwym przyjacielem naszych dzieci.
Ponadto patrząc na kontakt dziecka ze zwierzęciem, dorosły wiele może się nauczyć.

Tego SZACUNKU,
który zanika, a jest niezbędny w dorosłym życiu.

10 dzień życia


Ps. Trwa licytacja kocyka z mikropolaru od Bibi Dreams dla Zuzi. Szczegóły na naszym fanpejdżu. Wspomóżcie złotówką lub udostępnieniem. To tak niewiele, a jednak wiele :)





15 komentarzy:

  1. U nas też psy były w umie od zawsze, mamy jednego staruszka w domu i niedawno zaadoptowaliśmy owczarkowatego szczeniaka więc jest wesoło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ze szczeniakiem to już w ogóle wesoło :)

      Usuń
  2. Piękna jest taka przyjaźń :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie mam pieska w domu,ale za to trzy podwórkowe i dwa kotki dachowce,ale mała Le wychodząc z domku pierwsze kroki kieruje w ich stronę, przytuli pogłaska,musi dać jeść.....ułaskawiła nawet kota "dzikuska" co nikomu się do tej pory nie udało.

    Ps: a z reklamami "kocio-psimi" u nas identycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styczniowe dziewuchy mają widać podobnie :)

      Usuń
  4. kochana ,nominowałam Cię : http://mama-kubusia.blogspot.com/2013/10/liebster-blog-award-2.html :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale super :) Widać, że Martynka kocha swojego towarzysz zabaw.
    Ja trochę żałuję, że nasz shih tzu z nami nie został ale u nas było inaczej. Pies do nas trafił na 3 miesiące przed tym jak zaszłam w ciążę. Był wulkanem energii, nieokiełznanym i oddaliśmy go w lepsze ręce.
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza też była/jest wulkanem energii ale dajemy radę.

      Usuń
  6. Racja...zwierze moim zdaniem bardzo korzystnie wplywa na charakter dziecka i wiele potrafi nauczyc :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej,jakie piękne te dwa pierwsze zdjęcia :-). Pozostałe oczywiście też, ale te aż chwytają za serducho :-). A przyjaźń dziecko-pies to jedna z najpiękniejszych przyjaźni, jakie zdarzają się na ziemi. Pozdrawiamy ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. jeju, aż się wzruszyłam... pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszam się każdorazowo oglądając ich wspólne zdjęcia, czy obserwując ich relację na co dzień :)

      Usuń
  9. Coś wiem na temat takiej przyjaźni :)) nie wyobrażam sobie, żeby teraz Mati wychowywał się bez Szelmy. Mam nadzieję, ze wyrośnie na wrazliwego wobec zwierząt człowieka :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2012-2017 Babatu.pl - blog parentingowy dla mam i kobiet , Blogger